REKLAMA

Sieroty upadłego króla alfa

REKLAMA
Sieroty upadłego króla alfa
REKLAMA

Zbyt pełne duchów.

Zamiast tego ludzie zbudowali nową siedzibę rady nad rzeką.

Bez tronu.

To wywołało kłótnie.

Wielu chciało natychmiastowej koronacji Rowana.

Odmówił.

„Mam dwanaście lat.”

Starszy rady wydawał się urażony oczywistością tego faktu.

„Jesteś Blackthornem.”

„Mam jeszcze dwanaście lat.”

Elara ukryła uśmiech.

Rowan przyjął tytuł Protektora.

Nic więcej.

On będzie trenował.

Badanie.

Podróż.

Poznaj każde terytorium.

„Jeśli kiedykolwiek zostanę królem” – powiedział radzie – „chcę wiedzieć, czym będę rządził”.

Mira została najmłodszą uczennicą stratega w królestwie.

Tomas szkolił się na uzdrowiciela.

Dzieci rozproszone po przyszłościach, których żaden dekret nie przewidywał dla nich.

Niektórzy zostali żołnierzami.

Niektórzy rolnicy.

Niektórzy nauczyciele.

Niektórzy rodzice.

Nikt już nie nazywał ich sierotami.

Pierwsze prawo zaproponowane przez Rowana znosiło dziedziczenie własności stada.

Drugie ustanowiło ochronę porzuconych dzieci na każdym terytorium.

Trzecia klauzula ograniczała możliwość wymierzania kar Alfiemu bez zgody rady.

Starsi szlachcice sprzeciwili się.

Rowan słuchał uprzejmie.

A potem i tak uchwalili te prawa.

Elara wróciła do swojego domku.

Pierwsza.

Kamienne mury nadal stoją.

Dach wymagał naprawy.

Kael odbudował go.

Źle.

„Krzywo ustawiłeś tę belkę.”

„Ma charakter”.

„Ma wadę konstrukcyjną”.

„Bardzo podobne.”

Ona się zaśmiała.

Poświęcili tygodnie na naprawę nieruchomości.

Poszli za nimi inni.

Nieopodal pojawił się dom.

A potem jeszcze jeden.

Wkrótce polana stała się wioską.

W jego centrum stał domek, w którym wszystko się zaczęło.

Pewnego wieczoru Elara znalazła Kaela przy grobie Brena.

„Nigdy go nie spotkałeś” – powiedziała.

“NIE.”

„On by cię nie lubił.”

Kael skinął głową.

„Mądry wilk.”

„W końcu zacząłby cię szanować.”

„Mniej mądre.”

Elara się uśmiechnęła.

Kael zwrócił się ku niej.

Przez lata pozostawały między nimi niewypowiedziane słowa.

Dariusza nie było już prawie rok.

Żal zelżał.

Nie zniknął.

Nigdy by tak nie było.

Elara już tego nie chciała.

Miłość do Dariusza ją ukształtowała.

Jego utrata również.

Ale życie toczyło się dalej.

Kael był przy nas przez każdą straszną milę.

„Przez lata myślałam, że samo przetrwanie wystarczy” – powiedziała Elara.

„Naprawdę?”

„Przez jakiś czas.”

„A teraz?”

Spojrzała na niego.

“NIE.”

Kael podszedł bliżej.

„Czego chcesz?”

To było to samo pytanie, które zadał lata wcześniej, bez słów.

Tym razem odpowiedziała.

“Ty.”

Wpatrywał się.

„Jako ktoś znany z inteligencji, mogłeś o tym wspomnieć wcześniej”.

Pocałowała go zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.

Nie było dramatycznie.

Żadnego grzmotu.

Brak publiczności.

Żadnej wojny, której końca nie widać w oddali.

Po prostu ciepło.

Ręka na jej talii.

Potem jego czoło przy jej czole.

Życie zaczynające się cicho.

Minęły lata.

Rowan dorósł.

Gdy miał osiemnaście lat, rada ponownie zaproponowała mu koronę.

Zgodził się pod jednym warunkiem.

Korona nie będzie już dawać władzy absolutnej.

Król będzie przewodził radzie.

Nie posiadać.

Niektórzy szlachcice stawiali opór.

Większość obywateli go poparła.

Koronacja odbyła się na zewnątrz.

Nie w pałacu.

Elara stanęła obok Kaela.

Mira stała blisko rady.

Tomas przyprowadził dzieci ze szkoły medycznej.

Rowan nosił odnowiony miecz Dariusza.

Nie stara korona.

Pozostało ono w szklanej gablocie.

Przypomina raczej o tym, niż symbolu własności.

Zanim złożył przysięgę, Rowan podszedł do Elary.

“Matka.”

Zamarła.

Przez lata nazywał ją różnie.

Elara.

Lady Elara podczas drażnienia.

Matka Wilków próbuje ją zdenerwować.

Nigdy po prostu Matka.

Jej oczy się zaszkliły.

„Czekałeś na to osiemnaście lat?”

„Chciałem mieć pewność.”

„Okrutne dziecko”.

Uśmiechnął się.

A potem ją przytulił.

Tłum pozostał milczący.

Rowan podszedł do rady.

„Urodziłem się z królewską krwią”.

Jego głos niósł się po dolinie.

„To mnie nie uratowało.”

Spojrzał w stronę starych wilków, które niosły dzieci przez śnieg.

„Uratowali mnie ci, którzy odmówili posłuszeństwa okrucieństwu”.

Spojrzał na Elarę.

„Przez kobietę, która otworzyła drzwi.”

W Kael.

„Przez człowieka, który postanowił stać się lepszym od armii, której służył”.

W Mirze.

„Przez dzieci, które przeżyły wystarczająco długo, by stać się zagrożeniem dla każdego tyrana obawiającego się ich przyszłości”.

W tłumie rozległ się cichy śmiech.

Rowan podniósł miecz swego ojca.

„Jeśli zawiodę to królestwo, usuńcie mnie.”

Kilku szlachciców wyglądało na przerażonych.

Rowan się uśmiechnął.

„Mówię poważnie.”

Następnie złożył przysięgę.

Nie rządzić.

Aby chronić.

Wiele lat później Elara siedziała przed starym domkiem.

Jej włosy stały się srebrne.

Kael siedział obok niej i narzekał na kolano.

„Zostałeś dźgnięty osiem razy.”

“Dziewięć.”

„Liczysz tego małego?”

„Nadal boli.”

Dzieci bawiły się w pobliżu drzew.

Wnuki wilków, które Elara kiedyś uratowała.

Trochę tarniny.

Większość nie.

Jedna mała dziewczynka wspięła się na ganek.

„Babciu Elaro?”

“Tak?”

„Opowiedz nam o wojnie.”

“NIE.”

Dziecko zmarszczyło brwi.

“Dlaczego?”

„Wojny są nudne”.

„Walczyłeś w jednym.”

„Dlatego wiem.”

Zebrało się więcej dzieci.

„Opowiedz nam o królu Dariuszu.”

Elara się uśmiechnęła.

„Był niemożliwy”.

Ich oczy się rozszerzyły.

„Królowie mogą być niemożliwi?”

„Szczególnie królowie.”

„A co z królem Rowanem?”

„Bardziej niemożliwe.”

Chłopiec wskazał na pomnik widoczny na wiejskim placu.

Na rysunku widoczny był szary wilk niosący jakiś pakunek.

„Kto to był?”

Wyraz twarzy Elary złagodniał.

„Bren.”

„Czy był królem?”

“NIE.”

„Wielki wojownik?”

“Tak.”

„Czy wygrał wojnę?”

Elara spojrzała w stronę starożytnych sosen.

“NIE.”

„To dlaczego ma posąg?”

Ponieważ Bren zrozumiał coś, zanim zrozumiały to armie.

Uratowanie jednego dziecka może uratować całą przyszłość.

Elara powoli wstała.

Dzieci poszły za nią w kierunku pomnika.

Dotknęła kamienia.

„Królestwo nie powróciło, gdy Rowan został koronowany.”

Dzieci słuchały.

„Nie powrócił, gdy Dariusz uciekł z więzienia”.

„A może kiedy Cassian umarł?”

“NIE.”

„A kiedy?”

Elara spojrzała w stronę domku.

Nadal mogła to widzieć.

Śnieg.

Dogasający ogień.

Wyczerpany szary wilk u jej bramy.

Malutkie, zmarznięte dziecko owinięte w liście.

„Królestwo zaczęło się od nowa pewnego ranka, gdy ktoś przyprowadził dziecko do moich drzwi.”

Najmłodsza dziewczynka zmarszczyła brwi.

“To wszystko?”

„To nigdy nie jest wszystko.”

Elara uklękła.

„Wszyscy wierzyli, że stare królestwo zostało zniszczone, ponieważ jego pałac spłonął.”

Uśmiechnęła się.

„Mylili się”.

„Gdzie było królestwo?”

Elara dotknęła klatki piersiowej dziecka.

“Tutaj.”

A potem jeszcze jeden.

„A tutaj.”

Inny.

„A tutaj.”

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA