– Ja też, moja droga. Ja też.
Poszli do kuchni. Zrobili herbatę. Usiedli przy oknie, patrząc na wieczorne miasto. Gdzieś tam, za domami, mieszkali Oleg i jego matka. Gdzieś Lena i Sierioża. Gdzieś toczyło się ich życie, pełne narzekań, kłótni i nieustannego niezadowolenia.
A tu, w tej małej kuchni, pachniało miętą, cynamonem i spokojem. I to było najważniejsze.
Alicja się uśmiechnęła. Po raz pierwszy od dawna nie przejmowała się tym, co ludzie o niej mówią za plecami. Bo jej życie należało teraz tylko do niej. I do tych, którzy potrafili kochać ją bezwarunkowo.





