Czasami praktycznie sam pisałem jego prezentacje.
Jego nominacja na partnera w dużej mierze zależała od transakcji w Bostonie.
Kontrakt Scott Global o wartości czternastu milionów dolarów miał udowodnić, że potrafi obsługiwać duże konta.
Luke najwyraźniej był przekonany, że ma kontrolę nad tym kontem.
Nie, nie zrobił tego.
Założyciel Scott Global, Arthur Scott, był moim mentorem wiele lat wcześniej.
A ja byłem pomysłodawcą tej umowy.
O siódmej rano następnego dnia wszedłem do sali konferencyjnej Scott Global, ubrany w ciemny, szyty na miarę garnitur.
Luke już tam był.
Otaczali go wiązacze smoły.
Camellia siedziała obok niego i porządkowała papiery.
Luke podniósł filiżankę z kawą.
Potem mnie zobaczył.
Kubek zatrzymał się w połowie drogi do jego ust.
„Koniczyno? Co tu robisz?”
Spokojnie podszedłem do pierwszego krzesła.
„To jest końcowe spotkanie zarządu”.
“Ja wiem.”
Usiadłem.
„Dlatego właśnie ja temu przewodzę.”
Luke wpatrywał się we mnie.
Zanim zdążył odpowiedzieć, do pokoju wszedł Arthur Scott.
Uśmiechnął się i położył mi rękę na ramieniu.
„Koniczyno! Cudownie cię widzieć. Byłem zachwycony, kiedy zadzwoniłaś wczoraj wieczorem, żeby potwierdzić, że osobiście zajmiesz się zamknięciem.”
Kolor zniknął z twarzy Luke’a.
Spojrzał na mnie i na Arthura.
I obserwowałem, jak nadchodzi ta świadomość.
Luke nigdy nie był głównym negocjatorem.
Wspierał moje konto.
„Arthur” – wyjąkał Luke – „wydaje się, że panuje jakieś zamieszanie administracyjne. Clover obecnie nie kieruje operacjami w tej sprawie”.
Artur uniósł brwi.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






