REKLAMA

SREBRNA KRÓLOWA SMOKÓW

REKLAMA
SREBRNA KRÓLOWA SMOKÓW
REKLAMA

Archiwistka Miriam zaprowadziła nas pod kaplicę do okrągłego skarbca wypełnionego metalowymi książkami.

Na centralnym cokole widniał ten sam herb, który rozświetlał moje serce.

Miriam położyła na nim moją rękę.

Ściany się otworzyły.

Ukryta komnata odsłoniła fresk przedstawiający Aelirrę stojącą obok Kaelitha pod nienaruszoną koroną.

Wokół nich klęczeli założyciele Siedmiu Tronów.

Malrec przeczytał napis na głos.

„Kiedy srebrna krew obudzi się pod ołtarzem fałszywego króla, Bezkoronna Królowa powstanie, a Strażnik, który kochał raz, wybierze, czy może kochać ponownie”.

Freya rzuciła Kaelith ukradkowe spojrzenie.

„Proroctwa rzadko są subtelne”.

Kaelith ją zignorowała.

Lucien przyglądał się smokom namalowanym na suficie.

„Srebrne Szczyty nie zostały zniszczone”.

„Nie” – powiedziała Miriam.

„Byli ukryci”.

Na muralu znajdowała się mapa przedstawiająca siedem fok rozrzuconych po górach.

Razem chronili starożytne źródło magii zwane Pierwszym Płomieniem.

Noszący srebrny herb mógł rozkazywać płomieniowi dopiero po przejściu trzech prób: prawdy, miłosierdzia i poświęcenia.

Zanim Miriam zdążyła wyjaśnić cokolwiek więcej, nad nami zadzwoniły dzwonki.

Ktoś wszedł do klasztoru.

Rowan dobył miecza.

„Nikt za nami nie podążał.”

„Ktoś nie musiał” – powiedziała Kaelith.

Krzyk rozległ się na korytarzu.

Wróciliśmy do kaplicy i znaleźliśmy trzech martwych mnichów obok ołtarza.

Lady Vanessa Thorn stała pod oknem z różą.

Miała na sobie podróżną zbroję narzuconą na złotą suknię, a cienie poruszały się wokół niej niczym posłuszne węże.

„Wciąż mnie zaskakujesz, Elara.”

„Wciąż udaje ci się przetrwać rozczarowania.”

Vanessa się uśmiechnęła.

„Adrian zawsze nie doceniał twojego języka.”

„Adrian lekceważył wszystko, co go nie czciło”.

Jej wzrok powędrował w stronę Kaelith.

„Więc to spało pod naszymi stopami”.

Oczy Kaelith rozbłysły.

„Wyczuwasz od ciebie skradzioną magię.”

„Wolę nabyte.”

Vanessa wbiła czarny kryształ w podłogę kaplicy.

Na ścianach zapłonęły krwawe runy.

Zmarli mnisi powstali.

Freya zmieniła się pierwsza, przybierając postać potężnego białego wilka.

Rowan i Lucien zaatakowali ożywione ciała, podczas gdy Malrec odmawiał modlitwy oczyszczające.

Podszedłem do Vanessy.

Uwolniła wstęgę ciemności, która owinęła się wokół mojego gardła.

Blizny na moich plecach wchłonęły czar, zanim zdążył się zacieśnić.

Pewność siebie Vanessy zachwiała się.

„Nauczyłeś moje ciało przyjmować twoją magię” – powiedziałem.

„A teraz pozwól mi to zwrócić.”

Srebrne światło trysnęło z moich blizn.

Ciemność się odwróciła.

Vanessa uderzyła w ścianę kaplicy i krzyknęła, gdy jej własne zaklęcie wcięło jej skórę.

Kaelith ruszyła w jej stronę, ale zza ołtarza wyłoniła się druga postać.

Książę Rowan zamarł.

Przybysz miał na sobie zbroję Dawnmere i trzymał nasz rodzinny miecz.

To był kapitan Tomas Vale, dowódca, który chronił nas przez całe dzieciństwo.

„Tomas?” wyszeptał Rowan.

Tomas wbił rodzinny miecz w bok Rowana.

Mój brat się załamał.

Vanessa zerwała srebrną mapę z muralu.

„Lojalność to taka droga iluzja” – powiedziała.

Kaelith rzucił się do ataku.

Tomas rzucił się między nich.

Kaelith zatrzymała się, zamiast go zabić, dając Vanessie impuls, którego potrzebowała, aby zniknąć w cieniu.

Dotarłem do Rowana.

Krew rozlewała się pod nim.

Tomas stał nieruchomo, a na jego twarzy malowało się przerażenie.

„Nie mogłem powstrzymać ręki” – wyszeptał.

Pod jego szczęką zajaśniała runa posłuszeństwa Czarnego Zasłony.

Vanessa rzuciła zaklęcie usypiające na jednego z naszych najstarszych sojuszników.

Rowan chwycił mnie za rękaw.

„Ona ma mapę.”

Kaelith uklęknął i przycisnął dłoń do rany Rowana.

Srebrny ogień zapieczętował rozdarte ciało.

„On będzie żył”.

Wstrząs przeszedł przez górę.

Gdzieś daleko coś odpowiedziało na skradziony kryształ Vanessy.

Miriam spojrzała w stronę szczytów.

„Obudziła pierwszą Pieczęć Smoka”.

Wyraz twarzy Kaelith stał się ponury.

„Foka jej nie słucha”.

„A co to właściwie robi?” – zapytałem.

„Wzywam każdego skorumpowanego smoka na północy”.

Ryk przetoczył się przez góry.

Potem ktoś inny odpowiedział.

I jeszcze jedno.

Niebo za klasztorem pociemniało od skrzydeł.


ROZDZIAŁ CZWARTY

POŁOWANIE PRZEZ SZCZYTY SREBRNE

Uciekliśmy przez zachodni tunel klasztoru, podczas gdy zepsute smoki rzuciły się na kaplicę.

Kaelith powrócił do swojej prawdziwej postaci i zaniósł Rowana, Miriam, Malreca i mnie w góry.

Lucien i smoczy wysłannicy odwrócili uwagę skażonych stworzeń, podczas gdy wilki Frei przemierzały las na dole.

Istoty, które nas ścigały, kiedyś były srebrnymi smokami.

Magia krwi zabarwiła ich łuski na czarno, a ich oczy stały się puste.

Kaelith odmówiła zabicia ich.

„Oni są moją rodziną” – powiedział.

„Oni cierpią” – odpowiedziałem.

„To nie czyni ich wrogami”.

Jego miłosierdzie kosztowało go.

Zepsuty smok uderzył w jego zranione skrzydło, wysyłając nas w stronę klifów.

Kaelith obrócił się w powietrzu i osłonił nas swoim ciałem, gdy rozbiliśmy się w pokrytym śniegiem wąwozie.

Obligacja przeniosła część siły uderzenia na mnie.

Ból eksplodował w moim ramieniu.

Kaelith zmienił się zanim uderzył o ziemię i przycisnął mnie do swojej klatki piersiowej.

Razem turlaliśmy się po śniegu.

Kiedy się zatrzymaliśmy, jego ciało przykryło moje.

Przez chwilę żadne z nas się nie poruszyło.

Jego srebrne włosy musnęły mój policzek.

Jego oddech ogrzewał moje usta.

Nawiązała się między nami więź, która niosła ze sobą strach, ulgę i coś, czego żadne z nas nie było gotowe nazwać.

Wtedy Rowan jęknął niedaleko.

Kaelith natychmiast wstała.

Pozostali wylądowali dalej w wąwozie.

Tylko Kaelith i ja staliśmy pod wiszącą ścianą niebieskiego lodu.

„Jesteś ranny” – powiedział.

„Ty też.”

„Goję się szybciej”.

„Ty też kiepsko kłamiesz.”

„Nie kłamię.”

„Unikasz niewygodnych prawd.”

„Smoki uważają to za dyplomację”.

Śmiałem się pomimo bólu.

Spojrzał na mnie z tak nieostrożnym wyrazem twarzy, że mój śmiech ucichł.

„Dlaczego powstrzymałeś Vanessę przed zabiciem Tomasa?” zapytałem.

„Bo żałowałbyś jego śmierci.”

„Tego nie mogłeś wiedzieć.”

„Poczułem to.”

Więź pulsowała.

Kaelith podniósł rękę, ale powstrzymał się, zanim dotknął mojej twarzy.

„Czy mogę?”

Skinąłem głową.

Jego palce przesuwały się po siniaku, który tworzył się na mojej kości policzkowej.

Ciepło rozprzestrzeniło się po ranie.

Powinno to być jak magia.

Zamiast tego odczuwałam delikatność.

Wycie z góry zakończyło moment.

Freya znalazła ścieżkę prowadzącą do opuszczonej wieży strażniczej.

Schroniliśmy się tam, podczas gdy zepsute smoki krążyły nad wąwozem.

Miriam przyjrzała się odbitce skradzionej mapy, którą skopiowała z pamięci.

Vanessa najpierw chciała zdobyć Pieczęć Dominium, ponieważ dzięki niej smoki mogły zostać zmuszone do posłuszeństwa.

Pieczęć leżała w ruinach miasta Vaelor, trzy dni drogi na północ przez góry.

„My tam dotrzemy pierwsi” – powiedziałem.

Kaelith pokręcił głową.

„Ruiny nie otworzą się przed armią”.

„Kto więc może wejść?”

„Ty i ja.”

Freya zaprotestowała.

„Więc księżniczka i starożytny smok sami weszli do przeklętego miasta, podczas gdy my będziemy czekać?”

„Właśnie to proponuję”.

„Nie podoba mi się to.”

„Ja też” – powiedział Rowan.

„Dziś rano zostałeś dźgnięty nożem” – przypomniałem mu.

„To nigdy nie poprawiło mojego humoru.”

Rozstaliśmy się następnego wieczoru.

Pozostali udali się na wschód, aby odciągnąć skażone smoki, podczas gdy Kaelith i ja weszliśmy do wąskiego przejścia przez góry.

Przez dwa dni chodziliśmy pod zamarzniętymi arkadami i spaliśmy w jaskiniach ogrzewanych srebrnym płomieniem.

Gdy zabrakło innych, więź stawała się trudniejsza do zignorowania.

Czułem jego koszmary.

Poczuł ból moich blizn.

Drugiej nocy obudziłem się i zobaczyłem go stojącego przy wejściu do jaskini.

Za nim, w ciszy, padał śnieg.

„Nigdy nie śpisz długo” – powiedziałem.

„Ty też nie.”

„Czy smoki zawsze są tak spostrzegawcze?”

„Tylko wtedy, gdy coś jest ważne.”

Odpowiedź była już między nami ustalona.

Dołączyłem do niego przy wejściu.

Poniżej grzbietu, zza burzy wyłoniło się zniszczone miasto Vaelor.

Kryształowe wieże opierały się o siebie niczym upadłe korony.

Zamarznięte mosty wisiały nad przepaścią wypełnioną bladą mgłą.

„To jest piękne” – szepnąłem.

„Tak było.”

„Mieszkałeś tu?”

„Tutaj zostałem koronowany”.

Smutek w jego głosie był cichszy niż żal i starszy niż gniew.

„Czy miasto cię rozpozna?”

„Rozpozna to, kim się stałem”.

Zeszliśmy o świcie.

The gates opened when our blood touched the same silver mark.

Inside, ghosts moved through the streets.

They were not spirits but memories preserved in crystal.

Children ran beneath dragon wings.

Merchants traded fireglass.

Aelirra walked through the central square with Kaelith beside her.

The younger Kaelith smiled more easily.

“You were happy,” I said.

“I did not understand how temporary happiness could be.”

At the palace, the first trial waited.

A circular mirror filled the throne room.

Words appeared across its surface.

TRUTH CANNOT CROWN THE ONE WHO HIDES FROM HERSELF.

My reflection changed.

I saw myself kneeling before Adrian.

I saw my father dying because I had defied the king.

I saw Rowan consumed by madness.

I saw Kaelith turning away because he had loved another woman first.

The mirror spoke in Adrian’s voice.

“You are brave only when someone else pays the price.”

I knew it was an illusion.

That did not make the accusation false.

Every decision I had made placed others in danger.

“What must I do?” I asked.

Kaelith stood outside the circle.

“Tell it the truth.”

“I am afraid.”

The mirror waited.

“I am afraid that saving the realm will destroy everyone I love.”

The images sharpened.

“I am afraid that I wanted vengeance more than justice.”

The mirror cracked.

“I am afraid Kaelith sees a dead queen whenever he looks at me.”

The entire room fell silent.

Kaelith’s expression changed.

The final truth hurt most.

“And I am afraid that when he looks at me as myself, I will want him to keep looking.”

The mirror shattered.

Silver light gathered in my palm and formed the Seal of Truth.

Kaelith crossed the room slowly.

“I have never mistaken you for her,” he said.

“You called me by her name.”

“My soul recognized the blood of an ancient promise.”

“And your heart?”

His gaze held mine.

“My heart has been far more difficult.”

Before I could answer, an arrow struck the floor between us.

Blood cult soldiers poured from the balconies.

Vanessa had arrived first after all.

Tomas led the attackers.

The obedience rune had spread across half his face.

“Take the seal,” Vanessa commanded.

Tomas charged me.

Kaelith intercepted him, but Vanessa opened a portal beneath the dragon’s feet.

He fell through darkness.

The portal closed.

The bond between us stretched until it became agony.

“Kaelith!”

Vanessa smiled.

“The Blood Citadel has many prisons.”

Tomas attacked again.

I raised the Seal of Truth.

Silver light struck the rune beneath his jaw.

The magic showed me every command Vanessa had buried inside him.

Kneel.

Obey.

Betray.

Die before capture.

I seized the commands and tore them apart.

Tomas collapsed.

Vanessa’s expression twisted.

“You have no idea what you are becoming.”

“I am becoming inconvenient.”

The palace shook.

Kaelith’s roar echoed through the bond.

He was alive but trapped somewhere far below.

Vanessa raised a black blade over Tomas.

I stepped between them.

Her weapon entered my shoulder.

Pain blinded me.

The scars across my back opened.

Silver fire exploded through the throne room.

Vanessa fled as the palace began to collapse.

Podążyłem śladem Kaelith poprzez więź i znalazłem komnatę portalu pod tronem.

Był przykuty wewnątrz kuli z czerwonego kryształu.

Pieczęć Prawdy paliła mnie w dłoni.

Umieściłem go przy więzieniu.

„Kaelith, powiedz mi, jak cię uwolnić.”

Otworzył oczy.

„Nie.”

“Co?”

„Więzienie żywi się ofiarami”.

„Wtedy znajdziemy inne rozwiązanie.”

„Nie ma czasu”.

Zepsute smoki atakowały miasto.

Vanessa miała zamiar pochować nas pod Vaelorem.

Kaelith przycisnął dłoń do drugiej strony kryształu.

„Elaro, weź pieczęć i wyjdź.”

“NIE.”

„Przeżyję”.

„Mówiłeś, że smoki nie kłamią.”

Jego milczenie go zdradziło.

Przyłożyłem zranioną dłoń do kryształu.

„Jeśli więzienie wymaga poświęcenia, może mieć mój strach”.

Pieczęć Prawdy zapłonęła.

Poddałam się wszelkim instynktom, które mówiły mi, że powinnam się chronić, porzucając go.

Kryształ roztrzaskał się.

Kaelith złapała mnie, gdy upadałam.

„Nie powinieneś był tego robić.”

„Mam już dość tego, że potężni mężczyźni mówią mi, co mam robić”.

Jego usta niemal się wygięły.

Potem miasto wokół nas się zawaliło.

Kaelith zmienił się, owinął mnie skrzydłami i poniósł nas przez burzę spadających kryształów.

Wyłoniliśmy się nad Vaelor, gdy skażone smoki się zbliżały.

Pieczęć Prawdy płonęła w mojej dłoni.

Podniosłem go w ich stronę.

Srebrne światło rozprzestrzeniło się po niebie.

W jednej chwili zepsucie zniknęło z ich oczu.

Pamiętali kim byli.

Potem z północy nadeszła ciemniejsza fala, która ich porwała.

Adrian znalazł Krwawą Koronę.

Jego głos dotarł do każdego umysłu w królestwie, związanego więzią krwi.

“Klęczeć.”

Daleko pod nami tysiące ludzi padło na kolana.


ROZDZIAŁ PIĄTY

PROCES KRÓLOWEJ

Rozkaz Adriana dotarł do Krainy Świtu zanim wróciliśmy do naszych sojuszników.

Żołnierze noszący nasz herb rodzinny opuścili swoje stanowiska i ruszyli na północ.

Słudzy zaatakowali swoich panów.

Rodzice odwrócili się od dzieci.

Każda odziedziczona przysięga złożona rodowi Dawnmere stała się łańcuchem w rękach Adriana.

Mój ojciec stawił opór, ponieważ chroniła go starożytna korona, ale większość naszego królestwa nie miała takiej ochrony.

„Mamy jeszcze kilka dni, zanim rozkaże im zabić” – ostrzegł Cassian poprzez lustro komunikacyjne.

„Być może godziny.”

Następna Pieczęć Smoka znajdowała się w ukrytych Srebrnych Szczytach.

Kaelith przeprowadził nas przez ścianę chmur, która wydawała się solidna, dopóki nie dotknął jej jego płomień.

Za zasłoną znajdowało się ostatnie królestwo smoków.

Góry unosiły się nad srebrzystą doliną.

Wodospady sięgały nieba.

Tysiące smoków obserwowało nas z kryształowych tarasów.

Niektórzy przybierali ludzką postać.

Inne pozostały uskrzydlone i ogromne.

Nikt się nie skłonił.

W najwyższym pałacu czekała Rada Smoków.

Królowa Seraphyne, młodsza siostra Kaelitha, siedziała na tronie wyrzeźbionym z pojedynczej, białej łuski.

Jej srebrne włosy przypominały jego, ale jej oczy były twarde.

„Wracasz po dwóch tysiącach lat z człowiekiem noszącym krew Aelirry.”

„Wracam z prawowitym nosicielem herbu” – powiedziała Kaelith.

„Kiedyś byłeś prawowitym królem”.

„Zrzekłem się tego tytułu”.

„Poddałeś nas wszystkich.”

Ból przenikał więź.

Kaelith przyjęła oskarżenie bez obrony.

Seraphyne zwróciła się do mnie.

„Dlaczego smoki miałyby krwawić za kolejną ludzką królową?”

„Nie powinni.”

W komnacie rozległy się szmery.

Kontynuowałem, zanim Kaelith zdążyła interweniować.

„Żaden smok nie powinien walczyć z powodu mojej krwi, mojego tytułu ani przepowiedni”.

„To dlaczego tu jesteś?”

„Aby poprosić o możliwość zdobycia twojego zaufania.”

Seraphyne przyglądała mi się.

„Ludzie potrzebują zaufania, ostrząc łańcuchy.”

„Osądźcie mnie więc po tym, co zrobię, gdy nałożą mi łańcuchy na ręce”.

Rada wyraziła zgodę na przeprowadzenie pozostałych procesów.

Próba Miłosierdzia miała miejsce w dolinie, w której więziono zepsute smoki.

Wśród nich była młoda kobieta o imieniu Lyssara, która wymordowała całą wioskę, wymuszając krew.

Rada dała mi włócznię ze srebrnego płomienia.

„Zabij ją” – rozkazała Seraphyne.

„Jeśli przeżyje, Adrian będzie mógł ją ponownie wykorzystać”.

Lyssara szarpała się z łańcuchami.

Jej łuski stały się czarne.

W otaczającej ją korupcji słychać było krzyki ludzkie.

Podszedłem z włócznią.

Poprzez Pieczęć Prawdy zobaczyłem krwawe rozkazy zakopane w jej wnętrzu.

Zabić.

Oparzenie.

Przestrzegać.

Walczyła z nimi, aż przymus wyrwał jej kawałki umysłu.

Opuściłem broń.

Głos Seraphyne stał się stwardniały.

„Miłosierdzie wobec jednej osoby może stać się okrucieństwem wobec tysięcy”.

„Niech więc miłosierdzie ma swoją cenę”.

Wbiłem włócznię w ziemię i położyłem obie ręce na głowie Lyssary.

Korupcja we mnie wniknęła.

Każdy rozkaz, jaki Adrian kiedykolwiek wymusił na smoku, stawał się ogniem pod moją skórą.

Kaelith krzyknęła moje imię.

Blizny na moich plecach otworzyły się i wchłonęły klątwę.

Przeżyłem każdą osobę, którą zabiła Lyssara.

Poczułem ich przerażenie.

Poczułem jej przerażenie.

Moje kolana uderzyły o ziemię.

Mimo to odmówiłem jej wypuszczenia.

„Dość” – rozkazała Seraphyne.

Trzymałem, aż ciemność zniknęła z oczu Lyssary.

Smok upadł i po raz pierwszy od lat mógł swobodnie oddychać.

Drugi srebrny symbol pojawił się nad moim sercem.

Pieczęć Miłosierdzia.

Kaelith wyniosła mnie z doliny.

Jego gniew przelał się przez więź.

„Mógłeś umrzeć.”

„Wiedziałem, że utrzymasz mnie przy życiu.”

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA