Drzewo w kącie wciąż się świeciło. Rzucało zielone i czerwone cienie na dywan.
Uklękłam, żeby podnieść kawałek wstążki leżący u podstawy choinki. Pod najniższą gałęzią, na czerwonej spódnicy z materiału, leżał mały pakunek.
Było zawinięte w gruby srebrny papier. Na opakowaniu nie było żadnej kartki, wstążki ani etykiety adresowej.
„Skąd się to wzięło?” zapytałem, unosząc je.
Logan stał przy wejściu do korytarza. Jego twarz była zupełnie blada w kolorowym świetle pokoju.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






