Postawiłem talerz z faszerowanymi pieczarkami na kuchennej wyspie. Srebrna taca była zimna, a białe ceramiczne miski puste. Logan stał przy oknie, wpatrując się w pokryty śniegiem trawnik.
„Chłopcy Hendersona odpalają zimne ognie” – powiedziałem. „Ulica jest jasna”.
Logan się nie odwrócił. Sięgnął prawą ręką i potarł lewe ramię.
„Mamy czterdzieści minut, zanim przyjdą nasi goście” – powiedziałem. „Musisz otworzyć czerwone wino”.
„Nikt nie idzie, Claro” – powiedział. Jego głos był cichy, a słowa rozdzielała długa, ciężka pauza.
Zatrzymałem się, trzymając w ręku zieloną lnianą serwetkę.
„Co masz na myśli?” zapytałem.
„Zadzwoniłem do nich” – powiedział. „Odwołałem kolację”.
Nadal na mnie nie patrzył. Trzymał dłoń na ramieniu, mocno wbijając palce w ciemną wełnę swetra.
„Dlaczego to zrobiłeś?” – zapytałem. „Planowaliśmy to trzy tygodnie temu”.
„Potrzebowałem dziś w domu ciszy” – powiedział.
Położyłem serwetkę obok pustych misek. Poprawiłem złoty pasek zegarka, przesuwając metalowe ogniwa wzdłuż nadgarstka, zanim pozwoliłem im opaść.
„Pracujesz po godzinach od listopada” – powiedziałem. „Teraz odwołujesz Sylwestra”.
Nie odpowiedział. Wyszedł z kuchni, jego ciężkie buty stukały o dębową podłogę.
O dziewiątej dziewczyny leżały już na dywanie w salonie. Grały w karty, kłócąc się o to, która z nich ma damę pik, a ich głosy dźwięczały w ciszy panującej w domu.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






