Sześć miesięcy później stałem tam o wschodzie słońca i obserwowałem dzieci przebiegające przez bramę.
Elise podała mi kawę.
„Wszystko w porządku?”
Spojrzałem na imię Lily wyryte w polerowanym kamieniu. Potem na Daniela.
Żal wciąż tam był. Zawsze tam będzie. Ale już nie opanował każdego pomieszczenia we mnie.
Moja matka napisała kiedyś z więzienia.
Jesteśmy rodziną. Proszę, pomóżcie nam.
Starannie złożyłem list, włożyłem go do teczki i zamknąłem.
Potem wyszłam na światło słoneczne, wolna.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





