Część 2
Cztery dni później moi rodzice przyjechali opaleni, wyperfumowani i wściekli, że zignorowałem ich telefony. Evan stał za nimi w okularach przeciwsłonecznych i z tym samym zadowolonym wyrazem twarzy, który nosił od dzieciństwa, gdy ktoś inny płacił za niego rachunek.
Moja matka przeszła obok mnie nieproszona.
„Potrzebujemy czterdziestu tysięcy dolarów do piątku” – powiedziała. „Przesyłka Evana jest przetrzymywana na odprawie celnej”.
Spojrzałem na nią. „Opuściłaś dwa pogrzeby”.
Przewróciła oczami. „Wysłaliśmy kwiaty”.
„Nic nie wysłałeś.”
„Bo to ty się tym zajmowałeś” – warknął mój ojciec. „Tak się po prostu robi”.
Evan opadł na krzesło Daniela. „Nie dramatyzuj, Anno. Zmarłym nie zależy na tym, kto przyjdzie”.
Przez jedną oślepiającą sekundę wyobraziłem sobie, że roztrzaskuję mu lampę o twarz. Zamiast tego nalałem sobie kawy.
Moja matka pomyliła spokój z poddaniem się. Uśmiechnęła się i dotknęła mojego nadgarstka. „Po wszystkim, co dla ciebie zrobiliśmy, jesteś nam winien”.
„Co dokładnie dla mnie zrobiłeś?”
Zaśmiała się. „Wychowaliśmy cię”.
„Za to też naliczyłeś mi honorarium.”
Pokój zamarł.
Położyłem na stole kserokopię wyciągu bankowego. Ojciec zerknął na niego, ale potem oprzytomniał.
„Daniel napchał ci do głowy bzdury” – powiedział. „Zawsze nas nienawidził”.
„Przeprowadził u ciebie audyt.”
„Podglądał.”
„Odkrył sfałszowane pożyczki”.
Usta mojej matki się zacisnęły. „Pieniądze rodzinne to pieniądze rodzinne”.
To zdanie powiedziało mi wszystko, czego nie było w dokumentach. Uważali, że kradzież była uzasadniona. Wierzyli też, że śmierć Daniela pogrzebała dowody.
Opuściłam ramiona. „Nie mogę się tym teraz zająć”.
Evan uśmiechnął się szeroko. „To podpisz przelew”.
„Potrzebuję czasu do piątku.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






