Zastępca naczelnika Thomas Reed.
Mitchell ponownie spojrzał na fotografię.
Młody mężczyzna w czapce baseballowej to Reed.
CZĘŚĆ 3
Naczelnik Robert Mitchell przez długi czas nie ruszył się z miejsca.
Zdjęcie leżało na jego biurku w żółtym blasku lampy, a jego błyszcząca powierzchnia wychwytywała każde drżenie jego dłoni. Cztery osoby stały przed chatką nad jeziorem, uśmiechając się w chwili, której nikt z nich nie spodziewał się powrócić z przeszłości.
Martin Keller.
Pani Evelyn Avery.
Lyle Danton.
I zastępca naczelnika Thomas Reed.
Mitchell znał Reeda od prawie dwudziestu lat.
Pracowali ramię w ramię podczas lockdownów w więzieniach, audytów, niedoborów kadrowych, tragedii rodzinnych i długich nocy, kiedy cały świat zdawał się sprowadzać do stalowych drzwi i fluorescencyjnych korytarzy. Reed był niezawodny. Cichy. Nie do końca ciepły, ale stały w tym, w czym stare maszyny potrafią być stałe. Przychodził wcześnie, wychodził późno, utrzymywał porządek w biurze i rzadko podnosił głos.
To był człowiek, którego znał Mitchell.
Jednak młody mężczyzna na zdjęciu obejmował Martina Kellera ramieniem, tak jakby byli bliskimi przyjaciółmi.
Na odwrocie zdjęcia widniało zdanie, które sprawiło, że Mitchellowi zrobiło się niedobrze.
Zapytaj, kto podpisał oryginalny dokument przeniesienia dowodu.
Dziennik dowodów leżał otwarty obok zdjęcia.
Na dole strony znajdował się podpis Reeda.
Mitchell wstał tak gwałtownie, że krzesło zaskrzypiało o podłogę. Podszedł do szafki na dokumenty, otworzył dolną szufladę i wyciągnął trzy segregatory z materiałami sprawy Cole’a, które zostały zarchiwizowane w jego biurze po zatrzymaniu. Rozłożył je na biurku, poruszając się teraz szybko, z okularami do czytania nisko na nosie.
Formularze przekazywania dowodów.
Potwierdzenia odbioru.
Dokumentacja badań laboratoryjnych.
Dowody sądowe.
Jego palce przesuwały się ze strony na stronę, szukając czegoś, czego nawet nie był pewien, czy chce znaleźć.
Na początku wszystko wyglądało zwyczajnie.
Zbyt zwyczajne.
To właśnie go martwiło.
Każdy formularz był kompletny. Każde pole zaznaczone. Każda data czytelna. Każdy podpis złożony dokładnie tam, gdzie powinien. Z doświadczenia Mitchella wynikało, że prawdziwe dokumenty zazwyczaj nosiły ślady prawdziwego życia: przekreślone godziny, brakujące inicjały, pospieszne pismo, plamy po kawie, poprawki. Ten plik był niemal tak czysty, że wyglądał na wyuczony.
Powrócił do pierwszego formularza przelewu.
Narzędzie zbrodni zostało zarejestrowane o godzinie 23:42 przez detektywa Howarda Craina.
Przeniesiono o 12:15
Otrzymano o 12:22
Z podpisem Thomasa Reeda.
Mitchell zmarszczył brwi.
Reed nigdy nie był policjantem.
Pracował wtedy w Departamencie Sprawiedliwości Karnej, gdzie zajmował się koordynacją transportu administracyjnego. Dlaczego miałby podpisać się pod dowodami w sprawie o morderstwo w sądzie okręgowym?
Mitchell sięgnął po telefon, ale się zatrzymał.
Zadzwonienie do Reeda w środku nocy byłoby dla niego ostrzeżeniem. Zadzwonienie do biura prokuratora generalnego mogłoby zakopać sprawę w procedurze, zanim ktokolwiek podjąłby działanie. Zadzwonienie do Amelii Grant, prawniczki Gavina Cole’a, groziło przekroczeniem granic, które Mitchell przestrzegał przez całą swoją karierę.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





