“Co?”
„Myślałem, że to portfel. Może mały notesik”. Ortiz pokręcił głową. „Było ciemno. Deszczowo. Oświetlenie sceny jeszcze nie było ustawione”.
„Czy zostało to zarejestrowane?”
“NIE.”
Amelia mocniej ścisnęła dłoń na kubku z kawą. „Przysięgniesz, że tak?”
Wyglądał na zbolałego. „Mogę przysiąc, że widziałem, jak coś wyjmował. Nie mogę przysiąc, co to było”.
„To może wystarczyć, żeby zadać więcej pytań”.
„Pytania powodują, że ludzie stają się nerwowi.”
“Dobry.”
Ortiz spojrzał na nią z ukosa.
Po raz pierwszy było w tym coś na kształt szacunku.
Wróciwszy do więzienia, Mitchell rozpoczął własne, ciche śledztwo.
Przejrzał grafiki pracowników sprzed pięciu lat, porównując je z datami w aktach sprawy. Reed niespodziewanie wziął urlop w noc morderstwa Martina Kellera. Oficjalnie poprosił o dwa dni wolne z powodu „spraw rodzinnych”.
Mitchell wiedział, że Reed nie miał małżonka ani dzieci.
Zwrócił się do powiatowego laboratorium dowodowego z prośbą o udostępnienie archiwalnych rejestrów wejść. Odpowiedź była niekompletna. Dokumenty z tego okresu zostały „uszkodzone podczas przechowywania”.
Zadzwonił do starego znajomego z administracji powiatu i zapytał, czy Reed kiedykolwiek pełnił funkcję łącznika z organami ścigania.
Odpowiedź nadeszła po niezręcznej pauzie.
„Nieoficjalnie, być może.”
„Co to znaczy?”
„To oznacza, że pewne osoby ufały mu i pozwalały mu działać po cichu”.
„Jakie rzeczy?”
„Robert, jestem na emeryturze.”
„Ja też, prawie.”
„Wtedy wiesz, kiedy nie zadawać pytań zbyt głośno.”
Mitchell rozłączył się, czując ciężar w piersi.
Więzienie nie wydawało się już solidnym gruntem. Przypominało budynek, którego fundamenty popękały lata temu, podczas gdy wszyscy wciąż malowali ściany.
Tego wieczoru Reed wszedł do biura Mitchella bez pukania.
Mitchell powoli podniósł wzrok.
„Chciałeś czegoś?”
Reed zamknął za sobą drzwi. „Powinniśmy porozmawiać”.
“O?”
“Kapusta.”
Mitchell złożył ręce na biurku. „A co z nim?”
„Słyszałem, że go przeniosłeś.”
„Został przeniesiony ze względów administracyjnych”.
„Jestem zastępcą naczelnika, Robert.”
„Jestem tego świadomy.”
„Powinienem zostać poinformowany.”
„Teraz jesteś.”
Wyraz twarzy Reeda po raz pierwszy stwardniał. Wypolerowany spokój osłabł, odsłaniając coś chłodniejszego.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






