Amelia wstrzymała oddech.
Ponownie otworzyła list Rachel i przeczytała tekst jeszcze raz.
Gdzieś w związku z „pierwszym kłamstwem”.
Wtedy zadzwonił jej telefon.
Nieznany numer.
Amelia zawahała się zanim odpowiedziała.
„Amelia Grant.”
Przez chwilę słychać było tylko szum.
Wtedy odezwał się męski głos, niski i pełen napięcia.
„Znalazłeś pudełka Rachel.”
Amelia powoli wstała.
„Kto to jest?”
Mężczyzna zignorował pytanie.
„Słuchaj uważnie. Reed nie jest początkiem. To jego wykorzystali, gdy zrobiło się nieciekawie”.
„Kim oni są?”
Pauza.
Wtedy głos powiedział coś, co sprawiło, że Amelia chwyciła się biurka.
„Martin nigdy nie ukrył tej księgi.”
„Kto więc to ukrył?”
W linii zatrzeszczało.
Mężczyzna odetchnął raz, jakby zastanawiając się, czy wejść w światło, czy zniknąć na zawsze.
„Rachel tak zrobiła” – powiedział. „I ukryła to u jedynej osoby, której nikt by nie szukał”.
Wzrok Amelii powędrował w stronę zdjęcia w gazecie.
Na werandę.
Do małej postaci za kurtyną.
Jej głos zniżył się do szeptu.
„Chloe?”
Linia się urwała.






