To było moje pismo.
Ale nigdy, przenigdy tego nie napisałem.
Wpatrywałem się w kartkę. Poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy. Oparłem rękę o biurko, żeby nie upaść.
„Kto? Kto to przyniósł?” – wyszeptałem.
„Nie wiem” – powiedział pan Henderson. „Było to w jej aktach, kiedy się tu przeniosła. Założyliśmy, że to ty”.
„To fałszerstwo” – powiedziałem.
„Pani Hail” – powiedział stanowczym, ale łagodnym głosem. „To bardzo poważne oskarżenie. Faktem jest, że to dziecko jest tutaj. Mówi, że jest pani jej matką. Pani nazwisko widnieje na tym formularzu. Dzwoniliśmy do pani. Jest pani jej opiekunką. Nie mogę pozwolić jej wrócić do domu z nikim innym. I nie mogę jej tu zatrzymać”.
Miał rację.
Był uwięziony.
I on mnie właśnie złapał w pułapkę.
Spojrzałem w dół korytarza.
Dziewczynka, Lily, patrzyła na mnie. Czekała. Jakby wiedziała, że jestem jej jedynym transportem.
Co mogłem zrobić?
Proszę wezwać policję?
Jest tam dziecko, które wygląda dokładnie jak ja, ma moją bliznę, a moje nazwisko jest na formularzu, którego nie podpisałem.
Brzmiałbym szalenie.
Nie mogłem jej tu zostawić. Zadzwoniliby do opieki społecznej, a co, jeśli ona…
NIE.
Musiałem to rozwiązać.
I nie mogłem tego rozwiązać w szkolnym holu.
Wziąłem głęboki oddech.
„Okej” powiedziałem.
Mój głos był martwy.
„Zabiorę ją.”
Pani Davies głęboko odetchnęła.
„Dziękuję. Po prostu wypisz ją dla nas.”
Podała mi podkładkę.
Wziąłem długopis i podpisałem się.
Mój prawdziwy podpis.
Tuż obok podróbki.
Wyglądały dokładnie tak samo.
Wróciłem do dziewczyny. Spojrzała na mnie.
„Cześć” powiedziałem.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





