Dałbym temu spokój, bo tak właśnie się robi, kiedy komuś ufa. Pozwala się, by drobne, dziwne rzeczy pozostały małe.
“Wszystko w porządku?”
***
Ale teraz, stojąc w salonie, gdy do naszej rocznicy pozostało kilka dni, przypomniałem sobie o albumie ślubnym.
Sean schował go do dolnej szuflady swojego biurka niedługo po tym, jak przeprowadziliśmy się do tego domu, i od tamtej pory go nie tknęłam.
Było idealnie. Wyciągałam album, wybierałam ulubione zdjęcia, powiększałam je i wieszałam wszędzie. On wracał z pracy w naszą rocznicę i widział na ścianach pięć lat oczekiwania na niego.
Przypomniałem sobie o albumie ślubnym.
Spojrzałam na zegarek. Mąż miał niedługo wrócić do domu, a ja wzięłam urlop, żeby to zrobić.
Szłam korytarzem w stronę jego gabinetu, czując niemal zawrót głowy, ten rodzaj małej, spiskowej radości, którą odczuwasz tylko wtedy, gdy planujesz coś dla kogoś, kogo kochasz.
Wspomnienie tej zamkniętej szuflady przemknęło mi przez myśl, gdy podchodziłem do biurka, ale odsunąłem je. Była nasza rocznica. Cokolwiek tam trzymał, nie mogło przeważyć nad pięcioma latami, które spędziliśmy razem.
Wziąłem urlop, żeby to zrobić.
Otworzyłam dolną szufladę, spodziewając się, że znajdę w niej znajomą białą skórę naszego albumu ślubnego.
To nie to, co znalazłem.
Dolna szuflada na początku się zacięła, jakby dawno jej nie otwierano. Pociągnąłem mocniej i wysunęła się z cichym skrzypnięciem.
Brak albumu ślubnego.
Zmarszczyłem brwi i przeszukałem papiery na wierzchu. Stare zeznania podatkowe, książeczka gwarancyjna, teczka z paragonami. Nic, co choć trochę przypominałoby nasze zdjęcia.
To nie to, co znalazłem.
Prawie się poddałem. Wtedy moje palce natrafiły na coś małego i twardego z tyłu.
Wyciągnąłem go powoli.
Na mojej dłoni spoczywał mały srebrny dysk USB, a na jego przedniej ściance, starannie napisany ręką Seana, widniały trzy słowa napisane czarnym markerem.
“OBEJRZYJ TO SAM.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






