Kwiaty polne i złożony list
Byłem w kuchni i robiłem herbatę. Babcia była w salonie, udając, że rozwiązuje krzyżówkę, której nie rozwiązywała od dwudziestu minut. Kiedy otworzyłem drzwi, na ganku stał mężczyzna po sześćdziesiątce w starannie wyprasowanym brązowym garniturze. W jednej ręce trzymał bukiet polnych kwiatów. W drugiej złożony list.
„Czy mogę w czymś pomóc?” zapytałem.
Spojrzał ponad moimi plecami, w stronę salonu. „Szukam Margaret”.
Zacisnęłam mocniej dłoń na drzwiach. Użył nawet panieńskiego nazwiska babci – nikt jej tak nie nazywał od ponad pięćdziesięciu lat. „Kim jesteś?” – zapytałam.
Zanim zdążył odpowiedzieć, w drzwiach za mną pojawiła się Babcia. W chwili, gdy go zobaczyła, wyszeptała jedno imię.
„Andrzej.”
Mężczyzna zamarł całkowicie. Babcia wyciągnęła rękę i delikatnie dotknęła jego twarzy, jakby spodziewała się, że jej palce przejdą przez niego na wylot.
„Wyglądasz jak on” – powiedziała cicho.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






