Odstawiłam srebrną ramkę na krawędź biurka. „Termin składania ofert na ośrodek społecznościowy jest nagli, mamo. Nie mam czasu na strych”.
Dwie godziny później stałem w tymczasowej przyczepie budowlanej po południowej stronie miasta. David, starszy architekt w naszej firmie, stał nad makietą już w płaszczu.
„Jeśli utrzymamy to nachylenie, wymagania dotyczące rampy stanowej pochłoną dziesięć procent naszego budżetu na beton” – powiedział David, stukając długopisem w ekran tabletu.
„Nie możemy go tak unieść, żeby nie sprawiał wrażenia wejścia służbowego” – powiedziałem. „Brakuje mu powagi”.
„Mamy dokładnie osiemdziesiąt cztery tysiące dolarów na cały zewnętrzny wjazd” – powiedział David, wsuwając tablet do teczki. „Jeśli przekroczymy budżet, rada miejska odrzuci naszą ofertę w pierwszej turze”.
Nie czekał na moją odpowiedź i wyszedł na żwirowy parking.
„Kiedyś znałem każdą twarz w tym mieście, ale teraz czuję się jak turysta” – powiedziałem do pustego pokoju.
Zamknąłem przyczepę i pojechałem ulicą Elm, zatrzymując się w Riverview Cafe, żeby coś przewietrzyć. W powietrzu unosił się zapach wosku do sosnowych podłóg i starych kaloryferów parowych.
Zamówiłem kawę przelewową za cztery dolary przy ladzie. Papierowy kubek był gorący, a tekturowa koperta lekko się zsunęła, gdy kasjer go podawał.
Gdy odwróciłem się w stronę stolika w rogu, poczułem nagły, zimny ból w lewym nadgarstku, a mój chwyt się rozluźnił.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






