Przestała wycierać szybę i spojrzała na mnie, mrużąc oczy. „Marcus? Nie, jego zmiana kończyła się o pierwszej. Musiał iść do kliniki do drugiej pracy”.
„Marcus Vance?” zapytałem.
„Tak” – powiedziała, wrzucając szmatę do szarego wiadra. „On tam zajmuje się konserwacją. Zwykle wraca tu w porze kolacji, żeby pomóc przy zamykaniu.”
„Czy on mieszka gdzieś w pobliżu?” – zapytałem.
„Na ulicy Wiązów” – powiedziała, wskazując na południową część miasta. „Mały, biały domek na wynajem z żółtymi wykończeniami”.
Wziąłem herbatę i poszedłem do samochodu, trzymając papierowy kubek w cieple dłoni. Znałem już jego imię, ale ta pewność tylko powiększała przestrzeń między nami.
Pojechałem w kierunku wschodniej części miasta, gdzie domy były mniejsze i bliżej siebie. Ulica Elm była cicha, porośnięta srebrzystymi klonami, które zrzucały pierwsze żółte liście na popękany chodnik.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






