Brzmi idealnie”. Lena poczuła, jak napięcie ustępuje. „Przyjdę jutro po pracy”.
Kiedy się rozłączyła, w drzwiach pojawił się Igor.
„Mówisz poważnie?”
„Absolutnie”.
„Lena, to niedorzeczne! Jesteśmy rodziną. Powinniśmy razem obchodzić święta!”
„Powinniśmy” – zgodziła się. „Ale bycie rodziną oznacza wspólne podejmowanie decyzji. Podjęłaś tę decyzję sama, więc teraz możesz cieszyć się jej konsekwencjami”.
Wieczorem 30 grudnia Lena spakowała swoje rzeczy do torby. Igor krążył po mieszkaniu, na zmianę próbując przekonać ją, żeby została, i oskarżając o dziecinność i egoizm.
„Moja mama się stara. Chce spędzać z nami czas, a ty tak się awanturujesz, żeby wyjechać! Jak myślisz, jakie to robi wrażenie?”
„A jak to wygląda, kiedy zapraszasz ją do siebie, nawet mnie o to nie pytając?” odpowiedziała spokojnie Lena, odkładając kosmetyczkę. „Igor, nie chcę robić scen. Chcę się po prostu zrelaksować. Skoro nie możesz mi dać takiej możliwości, zrobię to sama”.
„Ale jutro Sylwester!”
„Wiem. Idę świętować z Katią. Będziemy się dobrze bawić, bez żadnych wykładów ani rad, jak mam żyć. A tak przy okazji, pozdrów ode mnie mamę. Nie musisz jej mówić, że wyjechałam celowo”. „Wymyśl coś, na przykład pilny wyjazd służbowy albo chorą przyjaciółkę”.
Chwyciła torbę i ruszyła do drzwi. Na progu odwróciła się.
„I jeszcze jedno, Igorze. Skoro mnie nie ma, pomyśl, kto jest dla ciebie ważniejszy: żona czy matka. Bo następnym razem mogę nie wyjechać tylko na święta. Mogę wyjechać na zawsze”.
Drzwi się zamknęły.
Igor stał na środku korytarza, wpatrując się w miejsce, gdzie Lena była przed chwilą. Po raz pierwszy od kilku dni naprawdę zrozumiał, co zrobił.
Mieszkanie Katii było przytulne. Było to małe, jednopokojowe mieszkanie niedaleko Czystych Prud, z choinką w kącie salonu i girlandami światełek w oknach.
Świętowali Nowy Rok przy kieliszkach wina musującego, śmiejąc się z głupich dowcipów w telewizji i planując nadchodzące dni.
„Za wolność!” krzyknęła Katia, unosząc kieliszek.
„Za wolność… i za przyjaciół, którzy są zawsze przy tobie, kiedy ich potrzebujesz” – dodała Lena.
Igor nieustannie wysyłał jej wiadomości: najpierw życzenia noworoczne, potem przeprosiny, a na końcu skargi na to, jak matka krytykuje jej prace domowe i gotowanie.
Lena odpowiadała krótko i uprzejmie. Nie była już zła; odpoczywała.
2 stycznia poszła z Katią na łyżwy i po raz pierwszy od miesięcy Lena poczuła się naprawdę beztrosko. 3 stycznia odwiedziły planetarium. Tego wieczoru Igor do niej zadzwonił.
Jego głos brzmiał dziwnie wyczerpany i napięty.
„Lena, jak się masz?”
„Wspaniale. A ty?”
Zapadła cisza.
„Mama chce wiedzieć, dlaczego smażę ravioli na niewłaściwej patelni. Podobno jest do tego specjalna patelnia”.
Lena lekko się uśmiechnęła.
„Naprawdę? Pierwszy raz o tym słyszę”.
„Uważa też, że źle składam serwetki. I że źle zmywam naczynia. Najwyraźniej cały mój styl życia jest kiepski”.
„Igor, dzwonisz ze skargą, czy masz coś do powiedzenia?”
Zapadła kolejna pauza, tym razem dłuższa.
„Ja… zaczynam rozumieć, co czułeś. Ona udziela mi rad dosłownie co pół godziny. O wszystkim. Traktuje mnie, jakbym nie był dorosły, a pięciolatkiem”.
„Wyobraź sobie. Robi dokładnie to samo za każdym razem, gdy nas odwiedza” – odparła Lena, nie mogąc stłumić nuty sarkazmu w głosie. „Z tym że nie jestem jej synem, więc tym łatwiej jej wytykać mi wszystkie wady”.
„Lena…”
„Igor, nie chcę rozmawiać o naszym związku przez telefon. Zobaczymy się po świętach”.
Rozłączyła się i wróciła do salonu, gdzie Katia już nakrywała do stołu na uroczystą kolację z okazji swoich urodzin.
4 stycznia, w dniu urodzin Katii, dołączyło do nich kilku innych przyjaciół. Śmiali się, grali w gry planszowe, pili wino i omawiali plany na nowy rok. Lena
poczuła, że to jest to – prawdziwe wakacje. Dokładnie o tym marzyła.
Telefon Leny nieustannie wibrował od wiadomości od Igora. Najpierw napisał o tym, jak krytyczna jest jego matka wobec przyjaciół.
„Siergiej i Marina nadal nie mają dzieci. To niedobrze”.
Potem narzekał, że poukładała wszystkie naczynia w kuchni.
„Tak jest praktyczniej, kochanie”.
Potem wiadomości przybrały inny obrót.
„Lena, mama mówi, że żyjemy źle. Mówi, że za dużo pracujesz, a ja za mało zarabiam. Mówi, że powinniśmy mieć dzieci, zanim będzie za późno. Mówi, że twoja praca nie jest odpowiednia dla kobiety. Słucham tego wszystkiego cały dzień”.
„Lena jest zła, bo zamówiłam pizzę na kolację. Mówi, że normalna rodzina powinna jeść domowe jedzenie”.
„Lena, przepraszam. Naprawdę nie myślałam, że to będzie takie trudne”.
Lena pokazała wiadomości Katii, która tylko pokręciła głową.
„Mężczyźni nigdy nie zrozumieją, dopóki sami tego nie doświadczą. Trzymaj się, kochanie. Niech on doświadczy tego w pełni”.
Rankiem 5 stycznia Igor zadzwonił ponownie.
„Lena, muszę ci coś powiedzieć”.
„Słucham”.
„Ja… skłamałem mamie. Powiedziałem jej, że zostałem wezwany do pracy w trybie pilnym”. Powiedziałem, że jest jakiś nagły wypadek i że muszę jechać jutro, 6 stycznia”.
Lena milczała, chłonąc to, co właśnie usłyszała.
„Odsyłam ją dziś wieczorem do domu. Kupiłam jej bilet na pociąg. Powiedziałam jej, że bardzo mi przykro, ale z powodu pracy nic innego nie mogłam zrobić”.
„Igor…”
„Wiem, co chcesz powiedzieć. Nazwiesz mnie tchórzem i powiesz, że powinnam była powiedzieć jej prawdę. Ale nie mogę, Leno. Fizycznie nie mogę znieść myśli o spędzeniu kolejnych trzech dni, słuchając jej wyjaśnień, jak źle żyjemy, jak złą żoną jesteś i jakim złym synem jestem ja. Jestem wyczerpana. Po pięciu dniach jestem tak zmęczona, że sama mam ochotę uciec”.
W jego głosie słychać było tak autentyczne zmęczenie, że Lena mimowolnie złagodniała.
„Czego chcesz?” „
Chcę, żebyś wrócił do domu. Chcę przeprosić szczerze, nie przez telefon. Chcę, żebyśmy spędzili resztę wakacji tak, jak zaplanowałeś. Narty, wystawy, przyjaciele, Suzdal – cokolwiek chcesz. Ale proszę, wróć do domu”.
Lena wyjrzała przez okno. Duże płatki śniegu spadały, pokrywając miasto bielą.
„Dobrze” – powiedziała w końcu. „Ale przyjdę jutro. Dziś wieczorem mieszkam u Katyi”.
„Dobrze. A co z Leną?”
„Tak?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






