Dotarłem do krawędzi i spojrzałem w dół, w głęboki dół budowlany, co najmniej sześć metrów niżej. Rusty żył, ale był uwięziony na wąskiej półce skalnej, otoczonej połamanymi rurami i luźnym betonem. Ciągle płakał i próbował się wspinać, ale za każdym razem się zsuwał. Krzyczałem o pomoc, aż bolało mnie gardło, ale ulica była prawie pusta.
Potem pojawiły się silniki. Dwadzieścia motocykli wyjechało razem na drogę. Duże maszyny. Mocne reflektory. Ciemne kurtki. Natychmiast się zatrzymały. Ludzie wysiedli. Jeden wskazał w dół. Inny zaczął otwierać sakwy.
Ścisnęło mnie w żołądku, bo pomyślałem, że są źli, że jesteśmy blisko miejsca zdarzenia. Stanąłem przed wykopem i krzyknąłem: „Proszę, nie róbcie krzywdy mojemu psu!”.
Wszyscy się zatrzymali.
CZĘŚĆ 2 — MĘŻCZYZNA, KTÓRY WYGLĄDAŁ NA TYLE STRASZNIE, ŻEBY WYJŚĆ, ALE I TAK ZOSTAŁ
Największy motocyklista zdjął kask i powoli podszedł. Siwa broda. Rękawy pełne tatuaży. Stara blizna pod okiem. Wyglądał na kogoś, kto naprawia usterki silników, a nie prowadzi rozmów. Zerknął do pit stopu, potem na mnie i zadał jedno pytanie.
„Jak długo go nie ma?”
Mrugnęłam. „Co?”
Skinął głową w stronę dziury. „Twój pies”.
Powiedziałem, że może pięć minut. Wyglądał na ulżonego. Potem się odwrócił. „Weź linę”.
Nagle dwudziestu motocyklistów ruszyło. Jeden pociągnął za pasy holownicze. Ktoś znalazł latarki. Inny na wszelki wypadek zadzwonił po służby ratunkowe. Jeden motocyklista przeszedł wzdłuż ogrodzenia, sprawdzając stabilność, a drugi zablokował ruch. Stałem jak sparaliżowany, bo nic z tego nie wyglądało na szykowanie się do odjazdu. Lider ponownie spojrzał na dół i cicho powiedział, że drabina tam nie dosięgnie.
Potem zaczął wiązać sobie linę wokół talii. Spanikowałem. Złapałem go za rękaw. „Spadniesz!”
Spojrzał na mnie z góry i uśmiechnął się raz. Potem powiedział: „Chłopak… robiłem głupsze rzeczy”.
Dwóch motocyklistów zakotwiczyło linę. Kolejny sprawdził węzły. Lider przedstawił się jako Marcus Reed.
Następnie, bez zbędnego dramatyzmu, wspiął się na krawędź.
Wszyscy ucichli. Lina poruszała się powoli. Marcus zniknął w ciemności. Przez chwilę nikt się nie odzywał. Potem ktoś krzyknął aktualizacje odległości. Słyszałem szczekanie Rusty’ego na dole. Potem cisza. Bolała mnie klatka piersiowa. Pomyślałem, że może coś poszło nie tak.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






