Okrył jej ramiona płaszczem.
Prawie zaprotestowała.
A potem już nie.
„Całe moje życie jest kłamstwem”.
„Większość historii królewskich taka jest.”
Spojrzała na niego.
„To może być najgorsze pocieszenie, jakie mi dałeś.”
„Powoli czuję się lepiej”.
Roześmiała się wbrew sobie.
Potem pojawiły się łzy.
Serafina zasłoniła twarz.
„Tak długo chciałam, żeby żyła”.
Darian nic nie powiedział.
On po prostu stał obok niej.
„Wróciła i jestem zły.”
„Możesz kochać kogoś i nadal być na niego zły.”
Serafina spojrzała w górę.
„Kto cię tego nauczył?”
„Mój ojciec.”
„Kochałaś go?”
“Tak.”
„Byłeś na niego zły?”
“Stale.”
To wywołało kolejny śmiech.
Potem zapadła inna cisza.
Bliższy.
Darian delikatnie dotknął jej policzka.
Serafina się nie ruszyła.
Między nimi zacieśniła się więź.
Tym razem nie stawiała oporu.
Darian pochylił się do przodu.
Powoli.
Dając jej czas na odejście.
Została.
Ich usta prawie się stykały.
Wtedy głośno zabrzmiał dzwon klasztorny.
Callan krzyknął z wnętrza.
„UZBROJENI JEŹDŹCY!”
Darian przeklął.
Serafina roześmiała się bez tchu.
„Być może bogini tego nie pochwala”.
„Ona staje się irytująca.”
Wbiegli do środka.
Setki pochodni otaczały Saint Lys.
Torren przybył.
Nie zaatakował.
Zamiast tego zadzwonił z zewnątrz.
„Elara!”
Matka Serafiny zbladła.
Torren kontynuował.
„Wiem, że masz królewskie dokumenty”.
Elara spojrzała w stronę świątyni.
Serafina zrozumiała.
„Dowody”.
Jej matka skinęła głową.
“Co to jest?”
„Księga genealogiczna i listy od twojego dziadka”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






