Ona się zaśmiała.
Kapłanka spojrzała na nich.
„Skończyłeś?”
„Nie” – powiedział Darian.
Serafina szturchnęła go łokciem.
“Tak.”
Diamentowy Wilk wydał z siebie znajomy pomruk zadowolenia.
Rozpoczęła się ceremonia.
Później, pod żywopłotem z rozmarynów, gdzie wszystko się zaczęło, Serafina usiadła obok Dariana.
Diamentowy Wilk odpoczywał w pobliżu.
Jego stara rana stała się cienką, srebrzystą blizną.
Darian podał Serafinie kawałek jelenia.
Zmarszczyła brwi.
„Co to jest?”
“Szpik kostny.”
„Dla niego?”
“Tak.”
Wyglądała podejrzanie.
„Czy ukradłeś to z królewskiej kuchni?”
„Jestem Królem”.
„To nie było moje pytanie.”
Darian odwrócił wzrok.
Serafina się roześmiała.
Diamentowy Wilk jadł szczęśliwie.
Nad pałacem pojawiły się gwiazdy.
Wyjątkowo żadne armie nie czekały za murami.
Żadna rada nie żądała krwi.
Żaden szlachcic nie decydował o tym, kim powinna zostać Serafina.
Darian sięgnął po jej dłoń.
Dała to chętnie.
„Wiesz” – powiedział – „kiedy Diamentowy Wilk zniknął, myślałem, że ktoś go ukradł”.
Serafina się uśmiechnęła.
„Przypuszczam, że ktoś tak zrobił.”
„Porzucił swego króla dla kuchennych resztek”.
„Zdobył awans.”
Darian wyglądał na obrażonego.
Wilk zamruczał na znak zgody.
Serafina oparła głowę o ramię Dariana.
Przez lata uważała, że odrzucenie uczyniło ją niewidzialną.
Myliła się.
Odrzucenie przez Kale’a jedynie odsunęło od niej osobę, która nie była w stanie jej dostrzec.
Diamentowy Wilk ją zobaczył.
Darian ją widział.
Z czasem Serafina nauczyła się dostrzegać siebie.
Nie jako Omega.
Nie jako zapomniana księżniczka.
Nie tylko jako Luna.
Jako Serafina.
Kobieta, która kiedyś oddała połowę swojego obiadu umierającemu wilkowi, ponieważ dobroć była ważna, nawet gdy nikt nie patrzył.
I być może dlatego starożytny strażnik wybrał ją.
Nie dlatego, że w jej żyłach płynęła królewska krew.
Nie dlatego, że wymagała tego proroctwo.
Nawet nie dlatego, że los związał jej serce z królem.
Wybrał ją w te dziewięć cichych nocy pod żywopłotem z rozmarynów.
Gdy nie posiadała niczego.
Niczego się nie spodziewałem.
I nadal wybierał miłosierdzie.
Darian pocałował ją we włosy.
„O czym myślisz?”
Serafina patrzyła jak Diamentowy Wilk śpi.
„Może jednak bogini nie popełniła błędu”.
Darian zrozumiał.
Jego dłoń zacisnęła się na jej dłoni.
“NIE.”
Uśmiechnął się.
„Ona po prostu wybrała dłuższą drogę”.
Diamentowy Wilk otworzył jedno blade oko.
Następnie, jakby zadowolony, że jego dzieło zostało wreszcie ukończone, położył głowę między łapami.
Wysoko nad nimi zaczęły bić dzwony pałacowe.
Nie na wojnę.
Nie na śmierć.
Na uroczystość.
A pod żywopłotem z rozmarynów, gdzie niewidzialny sługa niegdyś uratował ranne zwierzę, Król Wilków i jego wybranka Luna rozpoczęli pierwszą noc życia, które dla siebie wybrali.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






