REKLAMA

Uprzejmy chłopak w naszym ośrodku poprosił o zabranie mojej córki na przejażdżkę bananowcem – czterdzieści pięć minut później dyrektor generalny szedł w naszym kierunku z całkowicie bladą twarzą

REKLAMA
Uprzejmy chłopak w naszym ośrodku poprosił o zabranie mojej córki na przejażdżkę bananowcem – czterdzieści pięć minut później dyrektor generalny szedł w naszym kierunku z całkowicie bladą twarzą
REKLAMA

Poczułem ucisk w żołądku.

“Co masz na myśli?”

„Zwykle przejazd trwa 20 minut.”

Sięgnął po przenośne radio.

„Tu Dock One. Sprawdzam rejs o zachodzie słońca.”

Tylko statyczna odpowiedź.

Spróbował ponownie.

Nic.

Spojrzałem w stronę wody.

Horyzont był teraz prawie pusty.

Daniel podszedł szybko do mnie.

„Co powiedzieli?”

Zanim zdążyłem odpowiedzieć, obsługa wyłączyła radio.

Na jego czole pojawiła się zmarszczka.

„Nie mogę ich wychować”.

Słowa zdawały się wysysać wszelkie dźwięki z plaży.

Daniel wpatrywał się w obsługę.

„Co masz na myśli mówiąc, że nie możesz ich wychować?”

Młody mężczyzna spojrzał na radio.

„Powinni już się zameldować”.

Nacisnął przycisk ponownie.

„Zachód słońca, tu Dock One. Proszę.”

Nic.

Tylko statyczne.

Głos Daniela stał się stwardniały.

“Zadzwoń do kogoś innego.”

„Staram się, proszę pana.”

Pospiesznie podszedł inny pracownik.

Obaj wymienili zaniepokojone spojrzenia, po czym jeden z nich zniknął w kierunku głównego biura.

Poszedłem w kierunku brzegu.

Podczas naszej rozmowy ocean uległ zmianie.

Złota woda, którą sfotografowałem niecałą godzinę wcześniej, zmieniła barwę na głęboko błękitny.

Małe fale łagodnie spływały po piasku.

Horyzont był pusty.

Żadnego bananowca.

Brak łodzi motorowej.

Brak jaskrawo pomarańczowych kamizelek ratunkowych.

Nic.

„Oni muszą tam być”.

Nie byłem pewien, czy rozmawiam z Danielem, czy ze sobą.

Objął mnie ramieniem.

Znajdziemy ich.

„Prawdopodobnie utknęli.”

Skinąłem głową.

Chciałem w to wierzyć.

Minęło kolejne dziesięć minut.

Obsługa wróciła.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA