REKLAMA

Uprzejmy chłopak w naszym ośrodku poprosił o zabranie mojej córki na przejażdżkę bananowcem – czterdzieści pięć minut później dyrektor generalny szedł w naszym kierunku z całkowicie bladą twarzą

REKLAMA
Uprzejmy chłopak w naszym ośrodku poprosił o zabranie mojej córki na przejażdżkę bananowcem – czterdzieści pięć minut później dyrektor generalny szedł w naszym kierunku z całkowicie bladą twarzą
REKLAMA

Nadal nic.

Tymczasem w pobliżu doku zebrało się już kilku członków personelu.

Jeden z nich zaczął szybko mówić do telefonu.

Inny wsiadł do łodzi ratunkowej.

Daniel złapał pracownika za ramię.

“Powiedz mi, co się dzieje.”

„Kontaktujemy się ze służbami ratunkowymi”.

Moje kolana osłabły.

Służby ratunkowe.

Spojrzałem w stronę oceanu.

Każda straszna możliwość, której przez 16 lat starałem się nie wyobrażać, nagle spadła na mnie.

Czy wpadli do wody?

Czy oni nadal tam byli?

Jakaś kobieta dotknęła mojego ramienia.

Rebeka.

Matka Liama.

Wyglądała na równie przestraszoną, jak ja się czułam.

“Znajdą ich.”

Automatycznie skinąłem głową.

Żadne z nas nie wierzyło własnym słowom.

Chris stanął obok Daniela i obserwował wodę.

Nikt się nie odezwał.

Nikt nie musiał.

Godzinę po wyjściu dzieci, przy wejściu do ośrodka pojawiły się migające światła.

Na posesję wjechały dwa pojazdy służb ratunkowych.

Ratownicy rozpoczęli rozładowywanie sprzętu.

Goście zebrali się na plaży i szeptali między sobą.

Wszystko wokół mnie wydawało się dziwnie odległe.

Jakbym oglądał czyjś koszmar.

Wtedy zauważyłem mężczyznę idącego w naszym kierunku.

Dyrektor generalny ośrodka.

Widziałem go witającego gości wcześniej w tym tygodniu.

Teraz jego twarz była zupełnie blada.

Nie patrzył na ekipy ratunkowe.

Nie patrzył na wodę.

Patrzył prosto na nas.

W jego ręku był telefon.

Zatrzymał się przed Danielem i mną.

“Musicie oboje pójść ze mną.”

„Znaleźli ich?” – zapytałem.

Przełknął ślinę.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA