„I nosisz to przy sobie?”
Brandon skinął głową. „Był jedyną osobą, która sprawiła, że ten klub był czymś więcej niż tylko piłką nożną”.
Dziadek w końcu dotknął wyblakłego materiału.
Potem, zamiast przyjąć propozycję, ponownie owinął palce Brandona wokół opaski.
„Brzmi to jak coś, co powinieneś zachować, młodzieńcze.”
Brandon pokręcił głową. „Nie po dzisiejszym dniu”.
„I nosisz to przy sobie?”
Jego ojciec wszedł do przejścia. „To zaszło już za daleko”.
Dwa rzędy za nami siedziała kobieta, która też stała.
„Nie” – warknęła. „Przesadziłeś, gdy tylko zająłeś miejsce dziadka”.
Obok niej stanął kolejny zwolennik.
Wtedy ktoś z drugiej strony przejścia zawołał: „Proszę oddać temu panu jego miejsce”.
Mężczyzna rozejrzał się dookoła.
Po raz pierwszy odkąd się do nas zbliżył, zdawał sobie sprawę, że wszyscy go obserwują.
„To już zaszło wystarczająco daleko”.
Odchrząknął. „Dobrze.”
Odsunął się od krzesła dziadka. Jego żona podążyła za nim bez słowa.
Ale dziadek się nie poruszył.
Spojrzał w stronę boiska, gdzie drużyny przygotowywały się do rozpoczęcia meczu, a potem z powrotem na mężczyznę.
„Mecz się zaczyna” – powiedział. „Nie chcę, żeby ktokolwiek go przegapił z mojego powodu”.
Mężczyzna wyglądał na zdezorientowanego.
Po tym, co powiedział, chciałem, żeby przeszedł całą drogę na najgorsze miejsce na stadionie.
Mężczyzna wyglądał na zdezorientowanego.
Zanim zdążyłem zaprotestować, Brandon wspiął się na betonowy stopień obok nas.
Podniósł opaskę kapitana nad głowę.
Jego głos na początku drżał.
„Ten pan czekał, żeby zobaczyć taki mecz”.
Kilka osób znajdujących się w pobliżu odwróciło się.
Brandon kontynuował, tym razem głośniej: „Mój tata zajął swoje miejsce, bo powiedział, że tego nie zapamięta”.
Jego ojciec zamknął oczy.
„Brandon.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






