Wtedy Marcus powiedział: „Ocean załatwia sprawy”.
Vivian zatrzymała nagrywanie.
Po raz pierwszy od czasu kąpieli pozwoliłem, by moja ręka zadrżała.
Nie ze strachu.
Ze wściekłości tak czystej, że aż świętej.
„Na razie niczego nie ujawniajcie” – powiedziałem.
Vivian przyjrzała mi się uważnie. „Eleno, możemy go aresztować jeszcze dziś”.
„Nie”. Spojrzałem w okno, gdzie świt barwił morze na srebrno. „On myśli, że wygrał. Niech wydaje pieniądze. Niech zeznaje pod przysięgą. Niech każdy chciwiec wokół niego wyjdzie na światło dzienne”.
Uśmiech Vivian był mały i zabójczy.
„Ożeniłeś się z głupcem” – powiedziała.
„Nie” – odpowiedziałem. „Poślubiłem dowód”.
Część 3
Trzy tygodnie później Marcus wszedł na spotkanie akcjonariuszy niczym król wkraczający na podbity teren.
Miał na sobie grafitowy garnitur, który kupiłem mu w Mediolanie. Cassandra poszła za nim w czerwieni, z ustami wygiętymi w geście zwycięstwa. Moja deska siedziała blada i cicha wokół szklanego stołu z widokiem na Zatokę San Francisco.
Na czele pokoju stało moje puste krzesło.
Marcus dotknął jego grzbietu z teatralnym smutkiem.
„Elena kochała tę firmę” – zaczął. „Ku jej pamięci zamierzam nią kierować…”
Drzwi się otworzyły.
Wszystkie głowy się odwróciły.
Weszłam do środka w czarnej sukience ciążowej, z włosami przyciętymi do brody, plecami napiętymi pod materiałem, a moja córka żywa pod moim sercem.
Kasandra sapnęła.
Marcus posiwiał.
Szedłem powoli, bo ból kręgosłupa wciąż dawał mi się we znaki, ale nie utykałem. Vivian szła obok mnie. Za nami szli dwaj agenci federalni, śledczy Straży Przybrzeżnej i główny radca prawny mojej firmy.
„Cześć, Marcus” – powiedziałem. „Wyglądasz na rozczarowanego”.
Jego usta się otworzyły. Zamknęły. Otworzyły się ponownie.
„Eleno” – wyszeptał. „Boże. Myślałem…”
„Że utonąłem?”
Pokój zamarł.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






