Nie wiem, czy istnieje zdanie, które może bardziej zawstydzić człowieka.
Pocałowałam go w czoło.
— Idź spać, kochanie.
Kiedy zniknął za drzwiami, Mihai przez długą chwilę nic nie mówił.
Potem sięgnął do szuflady kredensu.
Wyjął moją wizytówkę.
„Ana Popescu — księgowość i rozliczenia.”
Położył ją przede mną.
— Wiesz, dlaczego ją zachowałem?
Nie odpowiedziałam.
— Dałaś mi ją na naszym drugim spotkaniu. Byłaś dumna. Powiedziałaś: „Pierwszy raz w życiu mam coś swojego”.
Przesunął wizytówkę w moją stronę.
— Gdzie jest tam napisane „bankomat Aliny”?
— Nie kpij.
— Nie kpię.
Jego głos zadrżał.
Pierwszy raz tego wieczoru.
— Jestem wściekły, Ana. Ale nie o cztery tysiące osiemset złotych. Jestem wściekły, bo nasz syn chodzi w pękniętych okularach i boi się poprosić o nowe, żeby nie robić nam problemu.
— Nie wiedziałam, że są aż tak zniszczone.
— Ale wiedziałaś, że potrzebuje nowych.
— Mama powiedziała, że jeśli nie pomogę, odetną jej prąd.
Mihai natychmiast wziął mój telefon.
— Zadzwoń do niej.
— Teraz?
— Teraz.
Wybrałam numer.
Mama odebrała po drugim sygnale.
— Aniu? Wszystko dobrze?
Mihai nie odezwał się. Włączyłam głośnik.
— Mamo, zapłaciłaś rachunek za prąd?
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





