Sofia opuściła pistolet o ułamek cala, a na jej ustach pojawił się zimny, pozbawiony humoru uśmiech.
„Ruch był piekielny, Ojcze. I ktoś musiał posprzątać hol.”
W końcu zwróciła na mnie wzrok, lustrując moją drżącą postać od stóp do głów. Jej wzrok zatrzymał się na zdjęciu, które wciąż ściskałem w sparaliżowanych palcach.
„Pewnie jesteś Klarą” – powiedziała Sofia głosem gładkim, lodowatym i całkowicie pozbawionym ciepła. „Pielęgniarką, która czyta duchom bajki na dobranoc”.
„Powinienem… powinienem wezwać ochronę” – wyjąkałem, chociaż nogi miałem jak z waty.
Nicholas wstał całkowicie. Zachwiał się na ułamek sekundy, chwytając metalowy stojak na kroplówkę, by utrzymać równowagę, po czym wyprostował się w niewzruszony sposób. Spojrzał na podłogę, podnosząc zdjęcie, które zostawił mi Marco, mrużąc oczy, gdy czytał pismo na odwrocie.
„Bezpieczeństwo należy do Marco” – powiedział cicho Nicholas, a jego głos opadł o oktawę, gdy skierował swoje ciemne spojrzenie w stronę zamkniętych drzwi. „Na razie”.
Zrobił krok naprzód, ostre szpitalne światło oświetliło poszarpaną bliznę tuż przy jego skroni. Krucha iluzja bezradnego pacjenta zniknęła, roztrzaskana na zawsze na zimnej podłodze pokoju 412.
„Podnieś pieniądze, Claro” – rozkazał Nicholas, nie odwracając się.
Spojrzałam na niego, a oddech zamarł mi w gardle. „Co?”
„Odbierz pieniądze” – powtórzył bez sprzeciwu. „Będzie ci potrzebne. Bo od dziś nie opuścisz szpitala jako pielęgniarka”.
Sofia przeszła obok mnie, wsunęła ciężką kartę magnetyczną do kieszeni i z głośnym kliknięciem podeszła do okna, z którego roztaczał się widok na panoramę Chicago.
„Witamy w rodzinie” – wyszeptała.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





