„Znasz tatę?”
„Wiem, gdzie on pracuje.”
„Ty też tam pracujesz?”
„W pewnym sensie.”
Noe zmarszczył brwi.
„Czy jesteś jego szefem?”
Edward rozważył pytanie.
“Tak.”
Oczy Noaha rozszerzyły się.
„Czy możesz sprawić, żeby był miły?”
W pokoju zapadła cisza.
Wyraz twarzy Edwarda zmienił się niemal niezauważalnie. Zanim odpowiedział, przemknął mu przez niego grymas bólu.
„Nie mogę sprawić, żeby ktoś był miły” – powiedział łagodnie. „Ale mogę sprawić, żeby niemiłe wybory miały konsekwencje”.
Owen skinął głową, jakby to wszystko miało sens.
„Mama mówi, że konsekwencje są wtedy, gdy coś zrobisz, a potem to samo wraca.”
Edward się uśmiechnął.
„Twoja matka ma całkowitą rację.”
Grace musiała odwrócić wzrok.
Usiedli przy małym kuchennym stole. Pani Alvarez pozostała przy piecu, z założonymi rękami, nasłuchując z nieskrywaną podejrzliwością. Chłopcy wrócili do swoich bloków, ale pozostali wystarczająco blisko, by usłyszeć cokolwiek interesującego.
Edward nie tracił czasu.
Powtórzył to, co usłyszał w restauracji. Powtórzył tylko to, co mógł powiedzieć, nie naruszając przy tym granic prawnych. Wyjaśnił, że Ryan był wewnętrznie badany pod kątem defraudacji środków firmy poprzez manipulowanie kontami rabatowymi i nieregularne korekty prowizji. Wyjaśnił, że Ryan spłacił wystarczająco dużo pieniędzy i to wystarczająco szybko, aby opóźnić ostateczną decyzję firmy o skierowaniu sprawy do postępowania karnego, podczas gdy zewnętrzny prawnik analizował pełen zakres sprawy. Wyjaśnił, że Ryan jest obecnie zatrudniony tylko dlatego, że śledztwo nie zostało w pełni zakończone, a zwolnienie przed zakończeniem analizy mogłoby skomplikować niektóre działania windykacyjne.
„Mówi wszystkim, że ma dostać awans” – powiedziała Grace.
Edward zacisnął usta.
„On nie jest.”
„Powiedział matce, że sprzedał dom, aby zainwestować w działalność brokerską w zakresie przewozów towarowych”.
„W mojej firmie nie ma takiej zatwierdzonej możliwości”.
Grace spojrzała na swoje dłonie.
Choć jej obrączka ślubna zniknęła już ponad rok temu, czasami czuła, że jej palec jej nie ma.
„Powiedział mi, że musimy sprzedać albo stracić wszystko” – powiedziała. „Powiedział, że nie znam się na finansach. Powiedział, że jeśli będę z nim walczyć, to zabiorę chłopakom jedzenie z ust”.
Pani Alvarez mruknęła pod nosem coś po hiszpańsku, czego nie trzeba było tłumaczyć.
Twarz Edwarda pozostała opanowana, lecz jego oczy stały się twardsze.
„Czy podpisałeś dobrowolnie?”
Grace roześmiała się bez humoru.
„To skomplikowane słowo.”
“Rozumiem.”
„Nie” – powiedziała po chwili. „Prawdopodobnie tak”.
On to zaakceptował.
„Nie jestem twoim adwokatem” – powiedział. „Ale powinieneś porozmawiać z jednym z nich. Mogę ci podać nazwiska. Nie moich, nie nikogo, kto reprezentuje Bennetta. Niezależny radca prawny”.
„Nie stać mnie na…”
„Znam ludzi, którzy zajmują się sprawami pro bono lub na zasadzie prowizji, gdy w grę może wchodzić przymus lub ukryte nadużycia finansowe”.
Grace spojrzała w górę.
„Przyszedłeś przygotowany.”
“Tak.”
“Dlaczego?”
„Bo pomaganie bez przygotowania często jest po prostu kolejnym występem”.
To zdanie ją uciszyło.
Wyciągnął teczkę ze skórzanego portfela, który przyniósł ze sobą, i położył ją na stole. Nie za blisko niej. Nie popychał jej jak sprzedawca. Po prostu położył ją tam, gdzie będzie mogła do niej sięgnąć, jeśli zechce.
W środku znajdowały się trzy wizytówki, wydrukowana lista organizacji udzielających pomocy prawnej i krótka notatka z jego bezpośrednim numerem telefonu.
Grace dotknęła krawędzi teczki.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






