“Nigdy.”
Apelacje Jean zostały odrzucone. Prokurator okręgowy wniósł oskarżenie. Później John zeznawał w jej procesie karnym i był świadkiem skazania jej za oszustwo i narażenie dziecka na niebezpieczeństwo.
Niektórzy twierdzili, że powinien okazać miłosierdzie.
Johnowi było to obojętne.
Miłosierdzie nie było jego zadaniem.
Jego pracą była Lucy.
Pewnego sobotniego poranka w maju siedział na ganku z kawą, podczas gdy Lucy goniła motyle po podwórku.
Podbiegła bez tchu, z zaróżowionymi policzkami i rozczochranymi włosami.
„Wujku Johnie, czy możemy zasadzić kwiaty takie jak na moim obrazku?”
Spojrzał na rysunek z ich nadzorowanej wizyty.
Dwie postacie patykowe.
Dom.
Kwiaty.
Miejsce, gdzie nikt nie krzyczał.
„Jakie kwiaty?”
„Wszystkie rodzaje” – powiedziała. „Duże i małe. Różne kolory”.
John odstawił kawę.
„To chodźmy do sklepu ogrodniczego.”
Lucy wsunęła swoją małą dłoń w jego pokrytą odciskami dłoń.
Podczas jazdy przez miasto rozmawiali o kwiatach, motylach, lunchu i o tym, czy żółty kolor jest kolorem szczęśliwym.
John słuchał każdego słowa.
Za nimi przeszłość rozmyła się w lusterku wstecznym.
Przed nimi czekała gleba.
Podwórko czeka.
Życie czeka.
Lucy była bezpieczna.
Była kochana.
I John Hail w końcu dotrzymał obietnicy danej bratu.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






