Uniosła Grace z łatwością kogoś, kto trzymał w ramionach niezliczone niemowlęta i pocieszał niezliczone matki. Jej oczy błyszczały. „Przyszłaś na świat w czasie burzy, maleńka, ale nie jesteś burzą”.
Cały ranek starałem się trzymać fason. To mnie załamało.
Pani Alvarez siedziała obok mnie, gdy płakałam, nie głośno, nie dramatycznie, po prostu z wyczerpanym żalem kogoś, czyje ciało w końcu uznało, że niebezpieczeństwo minęło.
„Powinienem to zobaczyć” – szepnąłem.
Delikatnie kołysała Grace. „Ludzie, którzy kochają szczerze, często zakładają, że inni robią to samo”.
„Czy wiesz?”
„Że Jason był nieszczęśliwy? Tak. Że zrobi to, co zrobił? Nie”. Spojrzała w okno. „Czasami słyszałam kłótnie. Głównie jego głos”.
Wstyd przeszył mnie jak zimna woda. „Przepraszam”.
„Nie przepraszaj za dźwięki, które ktoś inny wydał.”
Mara, która przeglądała wiadomości przy drzwiach, spojrzała w górę z cichym uznaniem.
Pani Alvarez została godzinę. Zanim wyszła, położyła na stole torbę z pieczywem. „Bułeczki cynamonowe. Potrzebujesz jedzenia, które przypomina ci, że jesteś człowiekiem”.
Po jej wyjściu Mara podała mi telefon. „Są wiadomości od prawnika. Są też trzy od Jasona”.
Wpatrywałem się w ekran.
Jason: Proszę, porozmawiaj ze mną.
Jason: Nie zrozumiałem.
Jason: Czy wysłałeś ludzi do domu?
Poczułem ucisk w żołądku. „Ludzie?”
Wyraz twarzy Mary się zmienił. „Wysłaliśmy kuriera po twoje bezpieczne dokumenty, zgodnie z upoważnieniem. Dlaczego?”
Odczytałem wiadomość i zadzwoniłem do pani Alvarez. Odebrała natychmiast.
„Emily?”
„Czy coś się wydarzyło w domu?”
Pauza.
„Nie do końca.”
„Pani Alvarez.”
Westchnęła. „Po wyjściu Jasona podszedł jakiś mężczyzna. Nie wojskowy. Nie policjant. Zaparkował na końcu ulicy, podszedł do twojego ganku i spróbował otworzyć boczną furtkę. Zapytałam, czy potrzebuje pomocy. Powiedział, że to przyjaciel Jasona.”
Poczułem mrowienie na skórze. „Jak on wyglądał?”
„Wysoki. Szara kurtka. Bardzo uprzejmy, w sposób, który mi się nie podobał.”
Mara już stała.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






