Potem Marissa ucichła.
“Co?”
„Właśnie coś sobie uświadomiłem. Zawsze wszystko potrafisz zorganizować.”
“Tak.”
„Pamiętam, że pomyślałem, iż dziwne, że nikt o tobie nie słyszał”.
„Napisałeś do mnie SMS-a?”
Cisza.
“NIE.”
„Czy ktoś?”
“Nie wiem.”
„Nic nie otrzymałem.”
Ona przeprosiła.
Powiedziałem jej, że nie oczekuję przeprosin.
„Po co dzwonisz?”
„Prawda”.
Więc mi to dała.
Data Wigilii krążyła w rodzinie już od poprzedniego weekendu.
Mama powiedziała wszystkim, że już mam plany.
Nikt nie miał na tyle wątpliwości, żeby do mnie zadzwonić.
Później cały czas myślałem o ulubionym słowie taty w stosunku do mnie.
Napięcie.
Najwyraźniej wywoływałam napięcie za każdym razem, gdy sprawiałam, że ktoś czuł się niekomfortowo.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






