“Co?”
„Nie ruszaj się.”
Kamień w centrum za nią zadrżał.
Eric nagle krzyknął.
Złote światło pojawiło się na jego piersi.
Wtedy Kira zaczęła świecić.
Potem Lena.
Wilki poza kręgiem padły na kolana.
Nawet Draven wyglądał na oszołomionego.
Ronan szepnął.
“NIE.”
„Co się dzieje?” zapytała Saran.
Draven wpatrywał się w swoje dzieci.
„Krąg uznaje królewską krew”.
„To twoje dzieci.”
„Nie w ten sposób.”
Światło stało się jaśniejsze.
Głos Dravena stał się niemal pełen nabożności.
„Pierwszy Krąg uznaje spadkobierców tylko wtedy, gdy stara magia uzna linię krwi za prawowitą”.
Ronan wyciągnął srebrne ostrze.
„One nie są legalne!”
On rzucił się do ataku.
Tym razem bariera nie odrzuciła go do tyłu.
Kamienie popękały.
Saran poczuła, jak ziemia się zatrzęsła.
Za nią rozległ się szept.
Następca Roweny powrócił.
Saran odwróciła się.
Nic.
Wtedy coś ogromnego wyzionęło ducha z ciemności za kamieniami.
Draven stanął przed nią.
„Co to jest?”
“Nie wiem.”
„Wyglądałeś na przerażonego.”
„Rzadko się boję”.
„To mnie nie pociesza”.
Ogromna postać wkroczyła w światło księżyca.
Nie wilk.
Nie człowiek.
Coś pomiędzy.
Jego futro było białe jak śnieg.
Jego ogromne ciało pokrywały starożytne symbole.
Ronan się zatrzymał.
„The Guardian”.
Draven wyszeptał to imię, jakby mówił o bogu.
Stworzenie podeszło do Saran.
Draven wysunął pazury.
Guardian go zignorował.
Pochyliło przed Saranem swoją ogromną głowę.
Potem uklęknął.
Każdy wilk zamarł.
Symbol wypalony na dłoni Sarana.
Ona krzyknęła.
Znak odpowiadał runie na centralnym kamieniu.
Twarz Ronana wykrzywiła się w przerażeniu.
„Opiekun jarmużu”.
Saran ścisnęła jej dłoń.
“Co?”
Draven wpatrywał się w nią.
„Strażnicy byli arbitrami między naszymi gatunkami”.
„Nie jestem arbitrem niczego”.
„The Guardian się z tym nie zgadza”.
Ronan się cofnął.
„To niczego nie zmienia.”
„To zmienia wszystko” – powiedział Draven.
Po raz pierwszy w jego głosie słychać było coś, czego Saran nigdy u niego nie słyszała.
Rozkaz.
Władza królewska.
Ronan wskazał na las.
„Rada przyjdzie.”
„Pozwól im.”
„Nie masz armii”.
Spojrzenie Dravena stało się ostrzejsze.
„Przeżyłem bez niego.”
„Masz trzech półkrwi dziedziców i czarownicę, która nie rozumie własnej magii.”
Saran mruknęła.
„Ma rację co do tej ostatniej części.”
Draven prawie się uśmiechnął.
Ronan się wycofał.
„Do wschodu słońca każda grupa będzie wiedziała, co się stało.”
Spojrzał na Saran.
„Teraz i na ciebie będą polować.”
Potem się poruszył.
Pęknięcie kości.
Futro pokryło całe jego ciało.
Olbrzymi czarny wilk zniknął między drzewami wraz z innymi.
Zapadła cisza.
Saran westchnęła.
„To było nieprzyjemne.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






