W środku znaleźli dwa martwe wilki.
Żołnierze Rady.
Jeden trzymał w dłoni podarty kawałek białej tkaniny.
Draven to rozpoznał.
„Elara miała na sobie sukienkę uszytą z tego materiału tej nocy, kiedy ją zabrano.”
Saran poczuła ucisk w żołądku.
Wtedy usłyszeli oddech na górze.
Draven ruszył pierwszy.
Obok kamienia komunikacyjnego leżał krwawiący mężczyzna.
Zobaczył Dravena.
“Wasza Królewska Mość.”
„Gdzie ona jest?”
Żołnierz kaszlnął.
“Żywy.”
Draven uklęknął.
“Gdzie?”
„Przyszła tu wczoraj.”
“I?”
„Ona cię szukała.”
Nadzieja pojawiła się na twarzy Dravena.
Żołnierz złapał go za ramię.
„Ale coś jest nie tak.”
Saran podeszła bliżej.
“Co?”
„Nie była sama”.
„Z kim?”
Żołnierz zaczął się trząść.
„Starszy rady”.
Twarz Dravena pociemniała.
“Jaki?”
Zanim zdążył odpowiedzieć, przez okno wpadła strzała.
Żołnierz zginął na miejscu.
Draven pociągnął Saran w dół.
Więcej strzał rozbijało się o ściany.
“Zasadzka.”
Zbiegli na dół.
Sześć wilków rady otaczało wieżę.
Draven poruszył się częściowo.
Jego pazury wysunęły się.
Jego oczy płonęły złotem.
„Zostań za mną.”
„Nienawidzę, kiedy mężczyźni tak mówią.”
„Saran.”
“Cienki.”
Pierwszy wilk zaatakował.
Draven poruszał się z przerażającą prędkością.
Saran ledwo widziała jego atak.
Inny rzucił się z boku.
Saran instynktownie podniosła oznaczoną rękę.
Moc eksplodowała z jej dłoni.
Wilk poleciał do tyłu.
Zarówno Saran, jak i Draven gapili się.
„Zrobiłem to.”
“Najwyraźniej.”
„Nie mam pojęcia jak.”
„Zrób to jeszcze raz.”
„Nie wiem jak!”
Trzy kolejne osoby zostały oskarżone.
Saran pomyślała o ochronie dzieci.
Ochrona Dravena.
Znak się wypalił.
Wokół nich utworzyła się świetlista granica.
Napastnicy uderzyli w niego.
Draven się uśmiechnął.
„Uczysz się.”
„Improwizuję.”
Uciekli przez tylny las.
O zachodzie słońca powrócili do sanktuarium.
Coś było nie tak.
Guardian stał na zewnątrz i warczał.
Drzwi sanktuarium były otwarte.
Draven pobiegł.
„Mara!”
Brak odpowiedzi.
Wewnątrz meble były przewrócone.
Krew spływała po podłodze.
Serce Sarana stanęło.
Kołyska była pusta.
Wszystkie trzy dzieci zniknęły.
Draven wydał dźwięk, który nie przypominał żadnego ludzkiego.
Wtedy Mara wyszła zza ołtarza.
„Ronan.”
Krew pokrywała jej usta.
„On je wziął.”
Draven upadł obok niej.
“Gdzie?”
Mara miała trudności z mówieniem.
„Stolica”.
“Dlaczego?”
„Jutro jest Krwawy Księżyc.”
Draven znieruchomiał.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






