Wybuchnęłam śmiechem.
Joe pochylił się.
Ktoś za nami prychnął.
Nawet fotograf zaczął się śmiać.
Layla rozpaczliwie próbowała wziąć się w garść.
Potem straciła rozum.
Przez sekundę nikt nie pozował.
Jesse wycierał koszulę pieluchą.
Śmiałem się tak mocno, że aż bolał mnie brzuch.
Joe prawie się zgiął wpół.
Layla zakryła usta jedną ręką.
Trzask.
Fotograf to uchwycił.
—
Później Jesse znalazł mnie samą w pobliżu kuchni.
„Anna.”
Spojrzałem na niego.
„Przepraszam, że tam stałem.”
Nie *Przepraszam za mamę.*
Nie. *Ona nie miała tego na myśli.*
Był jego właścicielem.
„Wiedziałem, że jest okrutna” – dodał. „Zamarłem, bo zawsze tak z nią robiłem”.
Przełknęłam ślinę.
„Mogę sobie poradzić z tym, że twoja matka mnie nie lubi.”
Skinął głową.
„Nie mogę znieść zastanawiania się, czy znikniesz, kiedy ona to zrobi, Jesse.”
„Nie zrobię tego.”
„Nie obiecuj.”
Spojrzał na mnie.
„Pokaż mi.”
Ponownie skinął głową.
“Dobra.”
Zanim wyszliśmy, fotograf zawołał Laylę, aby wybrała większy wydruk.
Na ekranie wyświetlały się obok siebie dwa obrazy.
Pierwszy został wypolerowany.
Idealne uśmiechy.
Idealna postawa.
Layla wyglądała nieskazitelnie.
Drugim był chaos.
Ulewanie przez dziecko.
Rozczochrane włosy.
Joe pochylił się na bok i zaczął się śmiać.
Ja z osuwającym się kardiganem i całkowicie odsłoniętym brzuchem.
Layla została przyłapana na śmiechu.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






