Zesztywniała.
“Dlaczego?”
Joe wskazał na krzesło.
„Ania musi usiąść.”
„Nic mi nie jest” – powiedziałem.
Joe spojrzał na mnie.
„Trzy tygodnie temu urodziło ci się dziecko.”
Layla spojrzała na mnie.
Wyjątkowo, nie na żołądku.
W moją twarz.
Potem się ruszyła.
Usiadłem.
Ta mała zmiana zabolała.
Wcześniej Layla kazała mi się ruszyć, bo moje ciało rzekomo zajmowało za dużo miejsca.
Teraz się przeprowadziła, bo to samo ciało zasługiwało na wygodne miejsce do odpoczynku.
Poprawiłam Arię i spróbowałam ściągnąć kardigan z pleców.
Materiał się skręcił.
Layla wyciągnęła rękę.
Natychmiast zesztywniałem.
Ona zauważyła.
Jej ręka zatrzymała się.
Potem wzięła kardigan, złożyła go dwa razy i wcisnęła za moją dolną część pleców.
“Tutaj.”
Spojrzałem na nią.
Unikała mojego wzroku.
„Wyglądasz na nieswojo.”
To było wszystko.
Ale to był pierwszy raz, kiedy Layla spojrzała na moje ciało po porodzie i zwróciła uwagę na to, jak się czułam, a nie jak wyglądało.
Fotograf podniósł aparat.
„Wszyscy bliżej.”
Ludzie stłoczeni razem.
Joe pochylił się za mną.
Jesse przykucnął obok mnie.
Layla stała na tyle blisko, że jej rękaw otarł się o moje ramię.
Fotograf się uśmiechnął.
„Doskonale. Mamy mnóstwo miejsca.”
Zawsze było miejsce.
Wtedy Aria wydała z siebie cichy dźwięk przypominający dławienie się.
Spojrzałem w dół.
Poniewczasie.
Zwymiotowała prosto na ładną koszulę Jessego.
Wpatrywał się w białą smugę.
„No, daj spokój.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






