„Stanowisko marketingowe na poziomie podstawowym w Columbus to nie kariera, Eleno. To praca na start”. Damon z trzaskiem zamknął laptopa. „Po prostu nie chcę, żeby marnował pieniądze, żeby zaimponować ludziom”.
Odstawiłem żelazko na piętę i po raz ostatni wygładziłem rękaw koszuli. „On próbuje mnie zaimponować”.
Damon nie odpowiedział. Wstał, wziął wieszak z mojej ręki i zaniósł koszulę w stronę korytarza, nie dziękując.
O czwartej żelazko wystygło i wróciło do spiżarni. Stałem w jadalni, patrząc na drobinki kurzu unoszące się w bladym październikowym słońcu. Mój telefon zawibrował na kredensie.
To był SMS od Jake’a. „Właśnie wyjeżdżam z Columbus. Powinniśmy być w restauracji o szóstej czterdzieści pięć. Jedziecie niedługo?”
Moja ręka zawisła nad klawiaturą. Wiedziałam, ile pracy Jake włożył w zorganizowanie tej kolacji z Lily i Noahem. Lily spędziła trzy tygodnie, próbując znaleźć stolik przy kominku, a Noah odłożył napiwki ze sklepu z narzędziami, żeby kupić prezent.
Damon wszedł do pokoju, mając na sobie białą koszulę, ale rozpiętą u góry. Spojrzał na zegarek. „Na co się gapisz?”
„Jake” – powiedziałem. „Chce się upewnić, że jesteśmy w drodze”.
„Zawsze nas sprawdza” – powiedział Damon, idąc w stronę łazienki. „Powiedz mu, że dotrzemy tam, kiedy dotrzemy”.
Napisałem: „Już się szykujemy. Nie mogę się doczekać, żeby cię zobaczyć”.
Poszedłem do sypialni i zamknąłem drzwi. W domu panowała cisza, jedynym dźwiękiem był cichy szum grzejnika w korytarzu.
Sięgnęłam w głąb szafy, mijając ciemne wełniane płaszcze i praktyczne zimowe spódnice, i wyciągnęłam pudełko z salonu sukien Evelyn. Chusteczki głośno zaszeleściły w cichym pokoju.
Wyjęłam szmaragdową sukienkę i przycisnęłam ją do siebie. Wydawała się lekka, niemal nieważka, w porównaniu z ciężkimi bawełnami, które zazwyczaj nosiłam.
Sięgnęłam do mojego małego pudełka na biżuterię i wyjęłam z niego zużyte perłowe kolczyki mojej mamy. Były małe i lekko pożółkłe ze starości, ale to była jedyna prawdziwa biżuteria, jaką posiadałam. Wpięłam je w uszy, a zimny metal szczypał mnie w płatki uszu.
„Dasz radę” – szepnęłam do siebie, patrząc na ścianę. „To tylko sukienka”.
Włożyłam zielony jedwab i naciągnęłam go na ramiona. Suwak zapiął się bez trudu, a materiał ciasno opinał moją talię.
Wyszłam z sypialni, a moje obcasy cicho stukały o drewnianą podłogę.
Damon wchodził po schodach, krawat wciąż miał luźno zawiązany na szyi. Zatrzymał się na trzecim stopniu od góry, trzymając się poręczy. Jego wzrok powędrował od moich butów w górę, na moją szyję, zatrzymując się tam na dłuższą chwilę.
„Na serio to nosisz?” – zapytał. Jego głos był płaski, pozbawiony ciepła.
„Tak” – powiedziałam, wygładzając dłońmi spódnicę. „Kupiłam ją w zeszłym tygodniu”.
„Wyglądasz, jakbyś się za bardzo starała, Eleno” – powiedział, poprawiając kołnierzyk. „Kobieta w twoim wieku w jaskrawej zieleni. Ludzie będą się gapić”.
„Niech się gapią” – powiedziałem, choć głos mi się lekko załamał.
„Nie pozwolę, aby tak piękny wieczór się zmarnował” – dodałem.
Damon zaśmiał się krótko i ostro. „Zawsze podchodzisz do wszystkiego tak defensywnie. Po prostu się o ciebie troszczę. Nie chcesz zrobić z siebie idioty przed dziećmi”.
Odwrócił się i zszedł po schodach, nie czekając na moją odpowiedź.
Stanęłam na szczycie schodów, opierając dłoń na gładkiej drewnianej poręczy. Słyszałam go na dole, szeleszczącego kluczami. Nie przebrałam się. Zbiegłam po schodach, otworzyłam drzwi wejściowe i poszłam za nim na podjazd.
Powietrze było rześkie, z chodnika unosił się zapach suchych liści. Wsiedliśmy do samochodu bez słowa.
Siedziałam na miejscu pasażera w cichym aucie, wygładzając spódnicę, gdy jechaliśmy w kierunku restauracji.
Silnik naszego sedana zgasł, pozostawiając jedynie szum nagrzewnicy i stukot stygnącego metalu pod maską. Damon nie odpiął pasów. Siedział z obiema dłońmi zaciśniętymi na godzinie dwunastej na kierownicy, z oczami wbitymi w przednią szybę, jakby czekał na zmianę świateł na pustym parkingu.
Deska rozdzielcza rzucała bladoniebieską poświatę na jego kołnierzyk. Dwukrotnie poprawiał krawat, jego palce zatrzymywały się na jedwabnym węźle, zanim w końcu odwrócił głowę, żeby na mnie spojrzeć.
„Otworzysz drzwi?” – zapytałem.
Nie odrywał rąk od kierownicy. Stuknął kciukiem w skórzany pasek, trzy wolne uderzenia, po czym spojrzał na zegarek, stukając dwukrotnie w tarczę.
„Mamy dokładnie trzy minuty przed siódmą” – powiedziałem, patrząc na świecący na desce rozdzielczej cyfrowy zegar.
„Widzę, która godzina, Eleno” – powiedział, a jego głos opadł do tego cichego, ostrego rejestru, którego używał, gdy chciał mieć pewność, że skupiłam na nim całą swoją uwagę.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





