W jej telefonie ponownie rozległ się głos Gabriela Reyesa.
„Nie podoba mi się to.”
„Wspominałeś o tym” – powiedziała Nina.
„Wielokrotnie, bo mam rację.”
„Zawsze masz rację. Dlatego mama mnie bardziej lubi.”
„Nina.”
„Wysyłam ci naszą lokalizację. Jeśli nie zadzwonimy za dwadzieścia minut, zrób to, co do prokuratora należy.”
„Prokuratorzy zazwyczaj nie przeprowadzają akcji ratunkowych”.
„W takim razie improwizuj.”
Zakończyła rozmowę zanim zdążył zaprotestować.
Spojrzałem na nią. „Jesteś bardzo spokojna”.
„Nie. Jestem Latynosem. Panikujemy skutecznie.”
Mimo wszystko wybuchnęłam śmiechem.
Był mały. Prawie zepsuty.
Ale to było prawdziwe.
Sophia otarła twarz i wyprostowała się. „Helena nie wyjdzie, jeśli pomyśli, że wezwaliśmy policję”.
“Dlaczego?”
„Bo Vivian ma ludzi wszędzie.”
Zaczynało mi się nie podobać, że to tak wiarygodnie brzmiało.
Weszliśmy bocznymi drzwiami, które Sophia umiała otworzyć, bo najwyraźniej wszyscy w tym koszmarze mieli ukryte klucze, oprócz mnie. W środku klinika pachniała kurzem, antyseptykiem i starym deszczem. Światła naszych telefonów oświetlały łuszczącą się farbę, puste krzesła w recepcji i wyblakłe plakaty o zdrowiu serca.
„Helena?” zawołała cicho Sophia.
Brak odpowiedzi.
Poszliśmy dalej.
Dawne sale egzaminacyjne.
Za stanowiskiem pielęgniarskim.
Mijamy mural przedstawiający dzieci trzymające się za ręce pod namalowanym słońcem.
Wtedy usłyszałem głos: „Stój”.
Zamarliśmy.
Kobieta wyszła z cienia przy drzwiach apteki.
Doktor Helena Voss w niczym nie przypominała opanowanej kobiety z nagrania. Miała na sobie dżinsy, szary sweter i maskę medyczną naciągniętą pod brodę. Jej srebrne włosy były krótko obcięte. Twarz miała zapadniętą ze zmęczenia, ale oczy tryskały energią.
Nie miała przy sobie broni.
W jakiś sposób to ją jeszcze bardziej onieśmielało.
Jej wzrok przesunął się od Sophii do Niny i na mnie.
„Madison Carter” – powiedziała. „Jestem ci winna przeprosiny”.
„Dziś wieczorem zbieram ich wiele.”
Jej usta drgnęły.
Wtedy Sophia pobiegła w jej stronę.
„Gdzie jest Leo?”
Wyraz twarzy Heleny zmienił się, łagodniejąc z bólu. „Na razie bezpiecznie”.
Sophia ścisnęła jej ramiona. „Na razie to za mało”.
“Ja wiem.”
“Gdzie?”
Helena spojrzała na mnie. „Dopóki nie upewnię się, że dysk jest bezpieczny”.
Wyciągnąłem go z ukrycia i uniosłem.
Helena westchnęła.
„To jest jedna z trzech kopii.”
„Jeden z trzech?” zapytałem.
“Tak.”
„To po co ci było potrzebne, żebym to ja to znalazł?”
„Ponieważ twoja kopia jest jedyną, którą Vivian uważa, że Ethan nadal kontroluje.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






