Rozległ się dźwięk domofonu przed budynkiem.
Wszyscy zamarli.
Anna spojrzała w stronę korytarza.
Brzęczyk zabrzmiał ponownie.
Dłonie Masona zacisnęły się w pięści, nie ze złości, lecz z wysiłku, by pozostać nieruchomym.
„Nie mogę tego zrobić” – powiedział.
Henry stanął obok niego.
„Nie musisz.”
„A co jeśli odejdzie?”
„Wtedy znajdziemy inne rozwiązanie.”
„A co jeśli mi nie uwierzy?”
„Zobaczy dokumenty”.
„A co jeśli on mi uwierzy?”
Henry nie miał odpowiedzi.
Pytanie było bardziej przerażające niż odrzucenie.
Anna podeszła do drzwi.
Usłyszeli ciche głosy na korytarzu, a potem odgłosy powolnych kroków zbliżających się do biura.
W drzwiach pojawił się mężczyzna.
Wyglądał na czterdziestolatka, miał ciemne włosy przy skroniach przyprószone siwizną. Z ramienia zwisał mu zniszczony skórzany futerał na nuty. Nie trzymał kwiatów, prezentów ani starannie przygotowanej przemowy.
Wyglądał jak ktoś, kto przemierzył miasto, starając się nie tracić nadziei.
Jego wzrok najpierw powędrował w stronę Anny, potem Henry’ego, a potem w stronę nosidełka, które Henry trzymał na piersi.
W końcu zobaczył Masona.
Futerał z nutami zsunął mu się z ramienia i uderzył o podłogę.
Żadne z nich nie odezwało się.
Oddech Masona stał się płytki.
Nie zdając sobie z tego sprawy, zaczął nucić melodię, która uspokajała Norę w samolocie.
Twarz nieznajomego uległa zmianie.
Dokończył następne cztery nuty.
Mason się zatrzymał.
W oczach mężczyzny pojawiło się rozpoznanie i niedowierzanie.
„Rachel i ja nigdy nie dokończyliśmy tej piosenki” – powiedział.
Jego głos drżał.
„Graliśmy tylko dla jednej osoby.”
Mason wpatrywał się w niego.
Mężczyzna powoli sięgnął do futerału z nutami i wyjął złożoną kartkę z ręcznie zapisanymi nutami.
Na górze, wyblakłym atramentem, widniały słowa:
Dla Masona.
Ale pod tytułem Claire dodała jeszcze jedną linijkę.
Henry podszedł bliżej, żeby przeczytać.
Zaparło mu dech w piersiach.
W notatce napisano:
Adrian nie jest jedyną osobą, której powiedziano, że Mason nie żyje. Zapytaj go, kto jeszcze był w szpitalu tamtej nocy.






