Claire wyglądała na zdjęciu inaczej. Jej włosy były luźno związane z tyłu głowy, a na sobie miała niebieski płaszcz, który Henry kupił jej poprzedniej zimy. Uśmiechała się, ale w jej wyrazie twarzy było coś, czego początkowo nie zauważył – coś ostrożnego i pełnego nadziei.
Mason stał obok niej przed Ogrodem Publicznym w Bostonie. Wyglądał młodziej, choć zdjęcie nie mogło zostać zrobione wcześniej niż kilka miesięcy temu.
Henry położył go na stole.
„Kiedy ją poznałeś?”
“W ubiegłym roku.”
“Gdzie?”
„W Centrum Społecznościowym Harbor Street”.
Henry zmarszczył brwi. „Claire nigdy nie wspominała o tym miejscu”.
„Pomagała w sobotnim programie muzycznym”.
To miało jeszcze mniej sensu.
Claire zasiadała w zarządach dwóch dużych organizacji charytatywnych, ale zawsze nie lubiła uroczystych wystąpień. Wolała anonimowe datki i ciche wizyty. Mimo to Henry znał jej harmonogram. A przynajmniej tak mu się zdawało.
„Co tam robiłeś?” zapytał.
„Grałem na pianinie.”
„Jesteś muzykiem?”
„Staram się być.”
W odpowiedzi Masona nie było dumy, tylko ostrożność.
Henry usiadł naprzeciwko niego. „Zacznij od początku”.
Spojrzenie Masona powędrowało w stronę zamkniętych drzwi.
„Nie jestem pewien, czy Claire chciałaby, żebym ci wszystko opowiedział.”
„Napisała wiadomość z prośbą o ochronę. To zdjęcie upadło mi do stóp, kiedy trzymałeś moją córkę. Chyba już dawno przestaliśmy wszystko rozdzielać”.
Mason lekko się wzdrygnął, słysząc niecierpliwość w głosie Henry’ego.
Nora się poruszyła.
Nie odrywając wzroku od Henry’ego, Mason zaczął znowu nucić.
Melodia była łagodna i prosta, składała się tylko z kilku nut powtarzanych w wolnym rytmie.
Henry poczuł, że zapiera mu dech w piersiach.
Znał tę piosenkę.
Claire nuciła ją, składając maleńkie ubranka w pokoju Nory. Śpiewała ją pod nosem podczas nocnych przejażdżek samochodem, a raz, stojąc boso w kuchni, z ręką na ciążowym brzuchu.
Henry zapytał ją, jak to się nazywa.
Uśmiechnęła się i powiedziała: „Nie wiem. To po prostu coś, co śpiewała moja mama”.
Mason przestał nucić, gdy zauważył wyraz twarzy Henry’ego.
„Gdzie nauczyłeś się tej melodii?” zapytał Henry.
„Moja matka”.
„Jak ona miała na imię?”
Mason zrobił pauzę.
„Rachel Brooks.”
Nazwa nic nie mówiła Henry’emu, a jednak pokój nagle wydał się mniejszy.
„Czy Claire znała twoją matkę?”
„Powiedziała, że tak.”
“Powiedział?”
„Moja matka zmarła dwa lata temu. Claire przyszła do ośrodka kultury po jednym z moich występów. Zapytała moją nauczycielkę, czy może ze mną porozmawiać”.
Zanim kontynuował, Mason poprawił koc Nory.
„Na początku myślałam, że to kolejna darczyńczyni. Ludzie czasami przychodzili, żeby popatrzeć, jak gramy, robić zdjęcia i rozmawiać o dawaniu szans dzieciom, które ich potrzebują. Większość z nich nigdy nie wróciła”.
„Ale Claire tak.”
„Każdej soboty”.
Henry ponownie spojrzał na fotografię.
„Czego ona od ciebie chciała?”
“Nic.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






