REKLAMA

Mia miała na sobie poplamiony farbą kombinezon na kolacji nad rzeką

REKLAMA
Mia miała na sobie poplamiony farbą kombinezon na kolacji nad rzeką
REKLAMA

Zapach mokrej, żółtej farby akrylowej zawsze utrzymywał się w kuchni długo po opłukaniu pędzli. Mia siedziała przy dębowym stole, trzymając w małych palcach pędzel o cienkim włosiu, malując wieko małej drewnianej skrzyni. Pomalowała już boki na głęboki, ciemnoniebieski kolor, kolor rzeki tuż przed zapadnięciem zmroku.

Trzymałam ręce w ciepłej wodzie z mydłem, szorując miski z owsianką po śniadaniu. Okno nad zlewem wychodziło na nasz mały ogródek w Oakhaven, gdzie trawa już brązowiała od późnosierpniowego upału.

„Mamo, czy ten niebieski nie jest za ciemny na okładkę?” zapytała Mia.

Lewą ręką pocierała brzeg żółtej koszulki, pozostawiając przy szwie maleńką smugę niebieskiego akrylu.

„Myślę, że wygląda jak nocne niebo” – powiedziałem, odwracając się do niej z uśmiechem. „Idealnie pasuje do wszystkiego, co zdecydujesz się włożyć do środka”.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA