Srebrny lukier na torcie urodzinowym zaczął już zsuwać się w kierunku krawędzi talerza. Była dopiero ósma rano, ale wilgoć w naszej kuchni w Oakhaven sprawiała, że wszystko wydawało się wilgotne i ciężkie.
Rick postawił małe, granatowe, aksamitne pudełko na biżuterię na laminowanym stole, tuż obok soku pomarańczowego Hannah. Dwa razy wytarł dłonie o spodnie, zanim odsunął jej krzesło.
„Otwórz, ptaszku” – powiedział.
Hannah uniosła wieczko, ukazując dwa małe złote kolczyki w kształcie klawiszy fortepianu, z tyłu każdego z wygrawerowaną maleńką gwiazdką. Były piękne, ale nie przypominały niczego z lokalnego domu towarowego.
„Sam zrobiłem ten projekt, kochanie” – powiedział Rick, a jego głos rozniósł się po pokoju.
„Gdzie znalazłeś jubilera, który to odlał, Rick?” zapytałem, wygładzając fartuch.
„Pewien facet z miasta był mi winien przysługę w związku z instalacją płyt gipsowo-kartonowych” – powiedział, patrząc na zegarek.
O czwartej po południu dom wypełnił się dźwiękiem niepewnych gam fortepianowych. Hannah siedziała przy stoliku w salonie, a jej nowe złote kolczyki odbijały światło za każdym razem, gdy kiwała głową w stronę metronomu.
Denise, moja sąsiadka z naprzeciwka, trzymała kubek z herbatą w obu rękach i opierała się o framugę drzwi.
„Są śliczne, Marlene” – wyszeptała Denise, śledząc wzrokiem ruch złotych kluczy. „Kosztowały fortunę?”
„Rick powiedział, że to praca rzemieślnicza” – powiedziałem, pocierając serdeczny palec lewej ręki
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






