„Dokąd ty idziesz?! Wiktor zastąpił żonie drogę. „A kto się zajmie moją matką? Nie mam czasu”. Ludmiła stała w przedpokoju z walizką, gdy nagle w drzwiach pojawił się Wiktor z wyciągniętymi ramionami, jakby został ukrzyżowany na niewidzialnym krzyżu własnego egoizmu. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie oburzenia, który Ludmiła widywała aż nazbyt często w ciągu ostatnich trzech lat.
„Dokąd ty idziesz?!”. Głos męża podniósł się do wysokiego tonu. „A kto się zajmie moją matką? NIE MAM CZASU!”
Ludmiła powoli opuściła walizkę na podłogę. W gardle ścisnęła ją gula urazy zmieszana ze zmęczeniem. Trzy lata. Przez trzy długie lata była rozdarta między pracą w instytucie naukowo-badawczym a opieką nad Antoniną Pietrowną, która wymagała stałej obserwacji po udarze.
„Wiktorze, mówiłam ci tydzień temu. I przedwczoraj. I wczoraj rano” – powiedziała Ludmiła, a jej głos drżał z tłumionych emocji. „Mam konferencję biochemiczną w Kazaniu. To ważne dla mojej pracy magisterskiej…”
„Twoja praca magisterska!” Wiktor pociągnął nosem tak mocno, że kropelki śliny wylądowały mu na twarzy. „Komu potrzebna twoja praca magisterska? Moja matka jest przykuta do łóżka i potrzebuje opieki co dwie godziny – leków, pielęgnacji, przewracania, mycia. Nie rozumiesz?”
„Rozumiem WSZYSTKO!” Ludmiła nagle poczuła, jak coś ją pali i wścieka. „Robię to od LAT! LAT, Wiktorze! A ty gdzie byłeś? Gdzie twój brat Paweł? Gdzie jego żona Marina, która prowadzi sklep i może sobie pozwolić na wzięcie urlopu?”
„Nie wciągaj w to mojego brata! On ma interes, rozumiesz? BIZNES! A Marina ma ważne stanowisko. Nie tak jak ty i twoje probówki!”
Ludmiła zamknęła oczy, próbując uspokoić drżenie rąk. Przypomniała sobie, że jako dziecko miesiącami opiekowała się babcią Wierą, którą ojciec przywiózł ze wsi. Ludmiła miała zaledwie dwanaście lat, ale dawała sobie radę. Karmiła babcię łyżeczką, zmieniała pieluchy i czytała jej na głos stare powieści. Ale wtedy mieszkali pod jednym dachem. Ludmiła nie musiała codziennie po pracy przemierzać całego miasta.
„Viktor, posłuchaj mnie uważnie” – powiedziała Ludmiła spokojnie. „Ostrzegałam cię wcześniej. Kiwnąłeś głową, więc myślałam, że umówisz się z Pawłem albo Mariną. To tylko trzy dni!” „Dlaczego tak pomyślałeś? Po prostu nie chciałam się z tobą kłócić! Myślałam, że się opamiętasz i zrozumiesz, że rodzina jest ważniejsza!”
„Rodzina? Czyż nie jestem częścią rodziny? Czy moja kariera, moja przyszłość nie ma znaczenia?”
„Jaka kariera? Jesteś żoną! Twoją rolą jest dbać o rodzinę!”
Ludmiła przypomniała sobie dyplom z wyróżnieniem, który z dumą pokazała Viktorowi sześć lat wcześniej, tuż po ślubie. Pamiętała, jak ją pocałował i powiedział, że jest dumny, że ma tak inteligentną żonę.
Gdzie to wszystko się podziało?
„Wiesz co, Viktor?” Ludmiła podniosła walizkę. „Wyjeżdżam. Ta konferencja jest dla mnie ważna. Dla MOJEGO życia”.
„Nie śmiałbyś!” Viktor złapał ją za ramię, ściskając je tak mocno, że aż bolało. „Zabraniam ci iść!”
„ZABRANIASZ MI?!”. krzyknęła Ludmiła. „Kim jesteś, żeby mi czegokolwiek zabraniać? Nie należę do ciebie!”
„Jesteś moją żoną! Musisz mnie słuchać!”
„Idź do diabła!” krzyknęła Ludmiła, odrywając mu ramię. „Latami rujnuję sobie karierę, opiekując się TWOJĄ matką, a ty i twój drogi brat zachowujecie się, jakby was to nie dotyczyło!”
„Nie mów tak! Mamy pracę!”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






