Zapach wosku do mebli był tak intensywny, że aż czuło się go w ustach, ostry cytrynowy aromat, który nie do końca maskował wilgotny przeciąg wdzierający się przez deski podłogowe. Przeciągnąłem wełną stalową po blacie starej dębowej komody, czekając, aż drewno pokaże swój prawdziwy kolor.
Po drugiej stronie pokoju Ethan odbijał piłkę do koszykówki po podłodze ze sklejki, wpatrując się w ciemne okno. Suchy odgłos rozbrzmiał echem w małej przestrzeni, regularny jak bicie serca.
Miał już dziesięć lat, ale nadal trzymał piłkę blisko siebie, nie spuszczając jej z oka, odkąd w zeszły wtorek odwiedził go miejscowy szeryf.
„Twój ojciec kupił mi tę komodę za czterdzieści dolarów” – powiedziałem, wcierając świeżą porcję wosku w słoje. „Twierdził, że to lity dąb, ale dna szuflad są ze sklejki”.
Ethan złapał piłkę obiema rękami, gumowa powierzchnia wydawała lepki dźwięk w jego dłoniach. „Czy okłamał cię w innych sprawach?”
Przestałem szorować i obróciłem prosty srebrny pierścień na prawej dłoni, czekając, aż zimny metal wgryzie się w moją skórę. „Nie został wystarczająco długo, żeby skłamać, Ethan”.
Z bocznego ganku dobiegł ostry trzask, jakby sucha gałąź jodły łamała się pod ciężkim butem.
Ethan upuścił piłkę i obaj odwróciliśmy się w stronę wąskiego okna wychodzącego na alejkę.
Wyniosłem miotłę na werandę, zmiatając mokre igły sosnowe na ciemną stertę przy schodach, nie spuszczając wzroku z drogi. Powietrze było zimne, pachniało przemoczonym cedrem i solą znad zatoki.
Pani Gable stała na skraju swojego podwórka, w żółtym kardiganie zapiętym pod samą brodę, z niezapalonym papierosem w ręku. Podeszła bliżej, wpatrując się w zakręt drogi.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






