Etap pierwszy: „Vera wiedziała, że jej matka odeszła z jej powodu. Vera nie rozumiała, o jakim cyrku mówi jej matka, ale rozumiała, że rujnuje jej życie”.
Galina weszła do ich mieszkania, jakby mieszkała tam od zawsze.
Najpierw umyła okna, potem przeszukała kuchenne szafki, wyrzucając trzy stare rondle, dwa kubki bez uchwytów i kolekcję pustych puszek po kawie należącą do jej ojca.
„Po co ci ten szajs?” zapytała.
Tata tylko wzruszył ramionami:
– Nie wiem.
– Właśnie o to chodzi. Nic nie wiesz. Dlatego wszystko ci się wali.
Wiera stała w drzwiach w milczeniu. Nienawidziła sposobu, w jaki Galina zwracała się do taty, ale jednocześnie czuła dziwną ulgę. Galina nie płakała, nie skarżyła się znajomym przez telefon i nie wyzywała jej od kary. Była po prostu zła na cały świat – głośno i pewnie.
Następnego dnia Galina przyszła do pokoju Weroczki.
— Będzie tu porządek.
— Mam rozkaz.
– Ty to nazywasz rozkazem?
Spod łóżka wyciągnęła pudełko z rysunkami, stary szkolny pamiętnik i zdjęcia swojej matki.
Wieroczka pobiegła do boksu.
– Nie dotykaj!
Galina spojrzała na nią ze zdziwieniem.
– Okazuje się, że potrafisz mówić.
– To jest moje.
„To sam to posprzątaj. A za godzinę będziesz mógł tu chodzić bez potykania się.”
Galina położyła zdjęcia na łóżku i wyszła.
Weroczka długo siedziała obok nich. Na zdjęciach jej matka wyglądała młodo, pięknie i roześmianie. Stała na scenie, trzymając mikrofon, występując na jakimś konkursie. Jej ojciec uśmiechał się obok niej – chudy, niezdarny, ale szczęśliwy.
Wieroczka nigdy nie widziała swojej matki w takim stanie.
Dla niej jej matka była zawsze zmęczona, rozdrażniona i niezadowolona. Ale tutaj wyglądała na kogoś, przed kim rysuje się wiele dobrego.
„Wszystko zepsułam” – szepnęła Weroczka.
Z tyłu słychać było głos Galiny:
– Co dokładnie?
Weroczka wzdrygnęła się.
– Nic.
– Słyszałem.
– Mama odeszła przeze mnie.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






