“Nie wiem.”
„Zbyt wiele razy powtórzyłeś te słowa dzisiaj.”
„To nadal prawda”.
Matka Caridad spojrzała przez okno biura.
W ogrodzie Esperanza siedziała pod starym figowcem z Miguelem w ramionach. Lucía kucała obok Tomása, pomagając mu układać kamyki w rzędzie.
Wewnątrz klasztoru utworzyła się rodzina, choć nikt tego nie planował.
Niezależnie od tego, co wykazała biologia, więzi te nie były tymczasowe.
„Skontaktujemy się z Eleną” – powiedziała Matka Caridad.
„A ojciec Esteban?”
„On też.”
„Możesz potrzebować pozwolenia diecezjalnego”.
„Połowę życia spędziłem prosząc o pozwolenie na zrobienie tego, czego domagało się moje sumienie”.
Paloma prawie się uśmiechnęła.
„Matka Inés mówiła to samo”.
Matka Caridad spojrzała na nią ostro.
„Pozostawiła nam także labirynt tajemnic”.
„Wierzyła, że sekrety mogą chronić ludzi”.
„Mogą” – powiedziała Matka Caridad. „Przez jakiś czas. Potem zaczną się chronić”.
Tego popołudnia Esperanza poprosiła o pokazanie starego salonu gościnnego.
Matka Caridad otworzyła przejście i poszła z nią.
Pokój nie był używany od lat. Na stole leżał kurz, a w powietrzu unosił się zapach suchego drewna i woreczków z lawendą. Niebieskie zasłony okalały jedyne okno.
Esperanza dotknęła tkaniny.
Kolor pasował do nici na taśmie.
„Czy pamiętasz to miejsce?” zapytała Matka Caridad.
Esperanza powoli podeszła do stołu.
“Trochę.”
„Co widzisz?”
„Elena tam siedzi.”
Wskazała na krzesło stojące przy oknie.
„Miała na sobie żółtą sukienkę. Nie jaskrawożółtą. W kolorze starego słońca.”
Matka Caridad nic nie powiedziała.
Esperanza przeniosła się na przeciwległe krzesło.
„Siedziałem tu.”
„A Matka Inés?”
„Blisko drzwi.”
„Doktor Paloma?”
„Przy oknie.”
Z każdym szczegółem jej głos stawał się coraz pewniejszy.
„Była tam jeszcze jedna osoba.”
Uwaga Matki Caridad wyostrzyła się.
“Kto?”
„Nie widzę jego twarzy.”
„Mężczyzna?”
“Tak.”
„Czy to był ojciec Esteban?”
“Nie wiem.”
Esperanza zamknęła oczy.
„Miał pierścionek”.
„Jaki to rodzaj pierścionka?”
„Ciemny kamień.”
Matka Caridad widziała, że ojciec Esteban nosił srebrny pierścień wysadzany czarnym onyksem.
„Czy on z tobą rozmawiał?”
„Powiedział, że rodziny powstają poprzez poświęcenia”.
Wyraz twarzy Esperanzy się nasilał.
„To mi się nie podobało.”
„Co powiedziałeś?”
„Powiedziałem, że rodziny powstają przez pozostanie w domu.”
Odpowiedź nadeszła szybko, jakby czekała lata, żeby ją usłyszeć.
Matka Caridad podeszła bliżej.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






