Nie odezwała się, nie poruszyła się, po prostu patrzyła na mnie pustymi oczami.
Potem, niczym marionetka, której przecięto sznurki, osunęła się prosto w moje ramiona.
Jej ciało wydawało się małe i kruche, gdy ją chwyciłem. Jak na kobietę, która udawała, że jest w siódmym miesiącu ciąży, zdawała się niemal zupełnie wychudła.
Mogłem wyczuć jej żebra przez przemoczoną koszulę, gdy wnosiłem ją do środka.
Posadziłem ją na kanapie i otuliłem kocem. Patrzyła prosto przed siebie, nie reagując.
Zrobiłem herbatę, której nie wypiła. Zadałem pytania, na które nie odpowiedziała.
W końcu usiadłem obok niej w milczeniu, obserwując krople deszczu spływające po naszych oknach.
Po tym, co wydawało się godzinami, wypowiedziała jedno zdanie, ledwie szeptem.
Powiedz mi, co mam zrobić. Zrobię to.
Spojrzałam na nią, na tę obcą osobę, która miała twarz mojej najlepszej przyjaciółki, i nie czułam nic poza wyczerpaniem.
Bennett zastał nas w takim stanie, kiedy wrócił do domu o świcie. Colette zwinęła się w kłębek na naszej kanapie, a ja siedziałem czuwając w fotelu naprzeciwko niej.
Wystarczyło mi jedno spojrzenie na jego twarz, żeby wiedzieć, że usłyszał już nowinę.
„Wydali nakaz” – powiedział cicho, prowadząc mnie do kuchni. „Oszustwo. Wiele zarzutów. Fundacja Gravesa wnosi oskarżenie”.
Spojrzałem na śpiącą Colette.
„Nie ma już nic. Ani pieniędzy, ani domu, ani reputacji”.
„To nie nasz problem.”
Głos Bennetta był stanowczy, ale nie niemiły.
„Sarah, manipulowała pogrążonymi w żałobie rodzinami. Wykorzystywała cierpienie ludzi. Kradła pieniądze pod fałszywym pretekstem”.
„Wiem. Musi ponieść konsekwencje i skorzystać z profesjonalnej pomocy. Ja też to wiem.”
Bennett westchnął i przeczesał włosy dłonią.
„Ona nie może tu zostać. Chcę, żeby wyszła do południa.”
Skinąłem głową, niezdolny do sprzeciwu.
Miał rację.
Przygarnięcie Colette teraz uczyniłoby nas współwinnymi tego, co miało nastąpić.
Kiedy poszedł na zmianę, zrobiłam kawę i tosty, po czym postawiłam talerz przed Colette, która w końcu się poruszyła.
„Bennett chce, żebyś zniknął do południa” – powiedziałem, nie próbując łagodzić ciosu.
Skinęła głową, dziobiąc grzankę, ale jej nie zjadła.
„Dokąd pójdę?”
„Możesz się poddać. Zacznij brać odpowiedzialność.”
Z jej ust wyrwał się gorzki śmiech.
„Wsadzą mnie do więzienia”.
„Może. Może nie. Ale bieganie tylko pogorszy sprawę.”
Spojrzała na mnie, a w jej oczach pojawił się błysk dawnej Colette.
„Wczoraj zadzwonił do mnie producent filmu dokumentalnego. Chce przeprowadzić z nami wywiad. Oszustwo i choroba psychiczna w dobie mediów społecznościowych. Zaoferował dobre pieniądze”.
„Nie mówisz poważnie.”
„Dlaczego nie? Przynajmniej miałbym kontrolę nad narracją.”
Spojrzałem na nią z niedowierzaniem.
Nawet teraz myślała o występie. O publiczności. O uwadze.
„Colette, to nie jest problem wizerunkowy. To nie jest coś, co można wypaczyć czy przepakować. Okłamałaś wszystkich, którzy cię kochają. Wykorzystałaś czyjś żal dla pieniędzy”.
„Dla fundacji” – poprawiła mnie automatycznie.
„Pieniądze trafiły do fundacji, którą kontrolowałeś, co wzmocniło twoją reputację i dało ci dostęp do wpływowych ludzi”.
Pochyliłem się do przodu, zmuszając ją do spojrzenia mi w oczy.
„Przestań okłamywać samego siebie, jeśli nie kogoś innego.”
Coś pękło w jej wyrazie twarzy.
„Czego ode mnie chcesz, Sarah? Łez? Wyznania? Samobiczowania? Czy to sprawi, że poczujesz się lepiej, porzucając mnie, kiedy najbardziej cię potrzebuję?”
„To nie dotyczy mnie.”
„Zawsze chodziło o ciebie.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






