Colette i Alaric byli wtedy małżeństwem zaledwie od kilku miesięcy. Czyżby doszło do ciąży, o której nikt nie wiedział? Do straty?
Mój telefon zawibrował, gdy dostałam SMS-a od Colette.
Widziałam, jak odjeżdżasz. Znalazłaś swój szal?
Zamarłam, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
Zanim zdążyłem się zdecydować, dostałem kolejną wiadomość.
Sarah, muszę ci coś powiedzieć. Coś, czego nie powiedziałem nikomu innemu. Czy możemy się spotkać jutro w jakimś ustronnym miejscu? Zbyt długo ukrywałem sekret, a ty jesteś jedyną osobą, której mogę powiedzieć prawdę.
Wpatrywałem się w ekran, czując mieszaninę strachu i poczucia winy.
Cokolwiek działo się z Colette, miałam się wkrótce dowiedzieć.
Drżącymi palcami odpowiedziałem.
Oczywiście. Podaj czas i miejsce.
Jej odpowiedź nadeszła natychmiast.
Domek nad jeziorem Morrison. Południe. Przyjedź sam.
Chatka.
Letni dom jej rodziny, odizolowany i prywatny. Idealne miejsce na wyznanie lub konfrontację.
Ponownie uruchomiłam samochód, schowałam pamiętnik Colette do torebki i pojechałam do domu, czując na sobie ciężar dwudziestu lat przyjaźni.
Zanim wjechałem na nasz podjazd, byłem już zdecydowany. Spotkam się z Colette jutro, wysłucham jej i wtedy zdecyduję, co dalej.
Bennett czekał na mnie w kuchni, wciąż w fartuchu po szpitalnej zmianie. Jedno spojrzenie na moją twarz wystarczyło, żeby wszystko zrozumiał.
„Znalazłeś coś” – powiedział.
To nie było pytanie.
„Mnóstwo czegoś.”
Opadłem na krzesło przy kuchennym stole.
„A jutro dowiem się reszty”.
Pokazałem mu dziennik i patrzyłem, jak jego twarz ciemnieje w miarę czytania. Kiedy skończył, ostrożnie go zamknął i położył między nami jak bombę, która może wybuchnąć.
„Cokolwiek cię jutro czeka” – powiedział cicho – „bądź ostrożna. Jeśli ona żyje w tej iluzji od trzech lat…”
„Ona nadal jest Colette” – upierałam się, choć nie byłam już pewna, co to znaczy. „Ona nadal jest moją przyjaciółką”.
Bennett wyciągnął rękę przez stół i wziął mnie za rękę.
„Tonący ludzie pociągną w dół każdego, kto będzie próbował ich ratować” – powiedział. „Pamiętajcie o tym”.
Tej nocy napisałam Bennettowi wiadomość głosową, po czym zapadłam w niespokojny sen.
Myślę, że masz rację we wszystkim. Boję się tego, co dowiem się jutro.
We śnie stałam w idealnym pokoju dziecięcym Colette i patrzyłam, jak kołysze pusty kocyk, śpiewając kołysanki zupełnie nikomu.
Podróż do jeziora Morrison zajęła mi czterdzieści minut, a każdy kilometr nasilał mój niepokój. Ledwo spałem, rozważając w myślach różne możliwości, aż do świtu.
Bennett zaproponował, że pójdzie ze mną, ale musiałem zmierzyć się z tym problemem sam.
Jakkolwiek się to okazało, jezioro było spokojne w promieniach wiosennego słońca, a jego powierzchnia marszczyła się delikatnymi falami.
Domek rodziny Whitmanów znajdował się wśród wysokich sosen na wschodnim brzegu, a jego zniszczone drewno i kamienny komin były nieodłącznym elementem moich wspomnień z dzieciństwa.
Colette i ja spędziliśmy tu niezliczone letnie dni, pływając, plotkując i marząc o naszej przyszłości.
Gdy wjechałem na żwirową drogę, zauważyłem białego SUV-a Colette zaparkowanego pod wiatą.
Poczułem ucisk w żołądku.
Teraz nie było już odwrotu.
Powoli zbliżałem się do chaty, chłonąc szczegóły, które umknęły mi podczas poprzednich wizyt. Huśtawka na ganku, na której dzieliliśmy się sekretami, teraz wyglądała na opuszczoną, a jej łańcuchy zardzewiały.
Doniczki z kwiatami stały puste. Wycieraczka była tak wyblakła, że nie dało się jej rozpoznać.
Zanim zdążyłem zapukać, drzwi się otworzyły.
Colette stała tam ubrana w prostą białą sukienkę letnią.
Żadnego brzuszka ciążowego. Żadnego blasku ciążowego.
Tylko Colette, bez makijażu na twarzy i z niebieskimi oczami podkreślonymi czerwienią.
„Wiedziałeś” – powiedziała po prostu.
Nie ma pytania.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





