„Rozpoznajesz to?”
„Pochodzi z Bellwether House.”
„Jak możesz być tego pewien?”
„Przed remontem w pokojach pacjentów używano mosiężnych kluczy. Każdy był grawerowany.”
„Pokój 214?”
Keller skinął głową.
Maria spojrzała na nas.
„Bellwether zamknięto dwa lata temu”.
„Nie” – powiedział Keller. „Skrzydło medyczne zostało zamknięte. Budynek mieszkalny został sprzedany”.
„Do kogo?” – zapytałem.
Zawahał się zanim odpowiedział.
„Na fundację charytatywną”.
„Jaki fundament?”
Keller sięgnął po jeden z plików i przerzucił kilka stron.
Następnie położył dokument na biurku.
Na dole widniała nazwa organizacji, która kupiła Bellwether.
Fundacja Rodziny Claire Whitfield.
Wpatrywałem się w tę stronę.
„To niemożliwe. Założyłem fundację po śmierci Claire”.
„Tak” – powiedział cicho Keller. „Ale według dokumentów nieruchomości, zakup został zatwierdzony trzy miesiące przed jej śmiercią”.
Spojrzałem na podpis.
To było moje.
Nie podobne do mojego.
Kopalnia.
A przecież nigdy w życiu nie widziałem tego dokumentu.
Maria mocno skrzyżowała ramiona.
„Ktoś podpisał się za ciebie.”
„Nie” – powiedziałem.
Wspomnienie powracało powoli.
Stosy papierów, które leżały przede mną podczas leczenia Claire. Dokumenty powiernicze. Zezwolenia medyczne. Poprawki do umów spadkowych. Podpisałam wszystko, co prawnicy oznaczyli żółtymi zakładkami.
Pogrążony w strachu, ledwo je przeczytałem.
„Claire to zorganizowała” – wyszeptałem.
Keller skinął głową.
„Mogła mieć zamiar, aby Bellwether stało się bezpiecznym miejscem dla surogatki i dziecka”.
„Dlaczego więc Sophię przyprowadzono do Marii?”
„Ponieważ coś się zmieniło.”
Zza drzwi dobiegł cichy dźwięk.
Sophia stała tam w piżamie, ściskając swojego jednouchego królika.
Maria szybko się odwróciła.
„Miałeś zostać w kuchni.”
„Słyszałem muzykę.”
„Jaka muzyka?”
Sophia wskazała na drewniane pudełko.
Kołysanka zaczęła grać ponownie, chociaż nikt nie otworzył wieka.
Maria położyła go na biurku.
Melodia zwolniła, zdeformowana przez starzejący się mechanizm, a potem się zatrzymała.
Z pod aksamitnej podszewki dobiegł dźwięk kliknięcia.
Otworzyła się wąska przegródka.
W środku znajdowało się zdjęcie.
Podniosłem to.
Claire stała w ogrodzie Bellwether, chudsza, niż pamiętałam, z chustą na włosach. Obok niej stała Elena.
Pomiędzy nimi stała trzecia kobieta, widoczna w ciąży.
Osoba zastępcza.
Jej twarz była częściowo odwrócona od kamery, ale coś w niej wydawało się znajome.
Nie jej rysy.
Sposób w jaki się zachowywała.
Lekkie przechylenie głowy.
Odwróciłem zdjęcie.
Claire napisała na odwrocie trzy imiona.
Klara.
Elena.
Rebeka.
Pod nimi dodała jedno zdanie.
Daniel nie może poznać prawdziwego imienia Rebekki, dopóki ona sama nie zdecyduje się mu go wyjawić.
Spojrzałem jeszcze raz na kobietę na zdjęciu.
Rebeka.
Ta nazwa nic mi nie mówiła.
Wtedy Sophia wspięła się na krzesło obok mnie i wskazała na zdjęcie.
„To ta śpiąca dama” – powiedziała, dotykając Claire.
Jej palec powędrował w stronę Eleny.
„To ciocia Ellie.”
Na koniec dotknęła ciężarnej kobiety.
„A to jest ta pani, która przyszła odwiedzić mamę.”
Maria zamarła.
„Jaka pani?”
Sophia spojrzała na nią.
„Pani z wczoraj”.
Wszyscy dorośli w pokoju zamarli.
Maria kucnęła przed nią.
„Sophia, o czym mówisz?”
„Pani w czerwonym płaszczu”.
„Gdzie ją widziałeś?”
“Poza.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






