Tej nocy Carter zadzwonił z hotelu, narzekając, że mózg wycieka mu uszami po kolejnych spotkaniach. O mało nie podziękowałem mu za kwiaty. Postanowiłem jednak pozwolić mu cieszyć się swoją tajemnicą jeszcze trochę.
Następnego ranka przyszedł kolejny bukiet. Znów czterdzieści niebieskich róż. Nadal bez liściku.
Tym razem mój uśmiech pojawił się wolniej.
Kiedy w końcu zadzwoniłam, żeby mu podziękować, brzmiał na autentycznie zdezorientowanego. „Niebieskie róże? Nic ci nie wysłałem”.
„Carter, chodź.”
„Mówię poważnie, Olivio. Jakie niebieskie róże?”
„Te, które dotarły wczoraj. I dzisiaj.”
Pauza. „Też dzisiaj?” Coś w jego głosie sprawiło, że mój uśmiech zniknął całkowicie. „Nic ci nie wysłałem” – powtórzył. „Moja asystentka nie pozwala mi wysyłać kwiatów mojej żonie bez mojej wiedzy”.
„No cóż, ktoś to zrobił.”
Trzeciego dnia zupełnie przestałam się śmiać. Każdego ranka, dokładnie o 9:00, dzwonił dzwonek do drzwi – i dźwięk przestał przypominać dzwonek, a zaczął przypominać ostrzeżenie. Każdy bukiet był identyczny. Czterdzieści róż. Zawsze świeże.
Zadzwoniłem bezpośrednio do kwiaciarni. „Muszę wiedzieć, kto je zamówił”.
„Przykro mi, proszę pani. Nie możemy ujawnić danych kupującego.”
„Czy możesz mi chociaż powiedzieć, czy zapłacił za nie jakiś mężczyzna?”
„Nie mogę tego potwierdzić”. Pauza. „Tylko że dostawy na cały tydzień zostały opłacone z góry – miesiące wcześniej”.
Miesiące wcześniej. Słowa te ciążyły mi w piersi jak kamień.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






