“NIE.”
Micah podszedł do nas.
„Przeczytałeś to.”
Mara przykucnęła.
„Gdzie to przeczytałeś?”
Micah wskazał na rysunek.
„Drzwi.”
Spojrzałem jeszcze raz.
Na czerwonym prostokącie nie było nic napisane.
„Nic nie widzę.”
Milo wziął papier.
„Tego tam nie ma”.
„Gdzie to było?” zapytałem.
„We śnie.”
„Na drzwiach?”
Pokręcił głową.
„Na srebrnym pudełku.”
Zrobiło mi się zimno.
„Jakie srebrne pudełko?”
„Ten, którego mężczyzna schował pod podłogą.”
Mara patrzyła na mnie.
Ledwo mogłem oddychać.
W domku nad jeziorem George pod biurkiem mojego ojca znajdowała się luźna deska podłogowa.
Wiedziałem, bo gdy miałem jedenaście lat, ukryłem tam zepsuty zegarek kieszonkowy.
Nikt inny nie wiedział.
Albo tak mi się przynajmniej wydawało.
„Jak wyglądało pudełko?”
Milo rozstawił dłonie na odległość około trzydziestu centymetrów.
„Metal. Z liczbami.”
„Zamek szyfrowy?”
“Chyba.”
„Widziałeś te liczby?”
“NIE.”
Zatrzymał się.
„Thomas powiedział, że ich znasz.”
Tej nocy, długo po tym, jak chłopcy poszli spać, Mara i ja siedzieliśmy naprzeciwko siebie w ciemnym salonie.
Przez kilka minut nie odzywaliśmy się ani słowem.
W końcu powiedziała: „Musi być jakieś rozsądne wytłumaczenie”.
“Tak.”
„Może słyszał, jak rozmawiałaś o swoim ojcu w restauracji”.
„Nigdy o nim nie wspominałem.”
„Może ktoś inny to zrobił.”
“Może.”
„Nie brzmisz przekonano.”
„Staram się być.”
Pocierała ramiona.
„Czy chata nadal tam jest?”
“Tak.”
„Kto jest właścicielem?”
Spojrzałem na nią.
„Moja matka”.
Cisza.
„Czy ktoś z tego ostatnio korzystał?”
“Nie wiem.”
„Czy deska podłogowa może tam jeszcze być?”
“Prawdopodobnie.”
„A pudełko?”
Nigdy nie widziałem srebrnego pudełka.
Mara spojrzała w stronę korytarza, gdzie spali chłopcy.
„Co robimy?”
Brałem pod uwagę Vermont.
Listy.
Test DNA.
Samuel Greer.
Moja matka.
Następnie Jezioro George.
Za dużo dróg.
Zbyt wiele pytań bez odpowiedzi.
„Zaczynamy od tego, co możemy udowodnić.”
„DNA”.
“Tak.”
„I pudełko u mojej ciotki.”
“Tak.”
„A twoja matka?”
Podniosłem słuchawkę telefonu.
Już trzydzieści dziewięć nieodebranych połączeń.
Otworzyłem wiadomości.
Większość była przewidywalna.
Zadzwoń do mnie natychmiast.
Gdzie jesteś?
To jest niedopuszczalne.
Brielle zasługuje na wyjaśnienie.
Potem znalazłem najnowszą wiadomość.
Przybyło siedem minut wcześniej.
Od mojej matki.
Tylko sześć słów.
Nie pozwól Marze znów odejść.
Przeczytałem to dwa razy.
Mara obserwowała moją twarz.
“Co?”
Podałem jej telefon.
Przeczytała wiadomość.
Jej oczy powoli się podniosły.
„Ona wie, że tu jestem.”
“Tak.”
“Jak?”
Nie odpowiedziałem.
Ponieważ pojawiła się kolejna wiadomość.
Ten od nieznanego numeru.
Zdjęcie.
Zrobiło mi się niedobrze.
Zdjęcie zrobiono przez przednie okno restauracji tego popołudnia.
Mara stała obok mnie na chodniku.
Czterech chłopców wsiadało do mojego SUV-a.
Pod zdjęciem znajdowało się zdanie.
Miałeś się o tym dowiedzieć lata temu.
Mara usiadła obok mnie.
„Kto to wysłał?”
“Nie wiem.”
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, przyszła kolejna wiadomość.
Zapytaj Eleanor, co Thomas odkrył przed śmiercią.
Przez kilka sekund żadne z nas się nie odzywało.
Wtedy zadzwonił mój telefon.
Nieznany rozmówca.
Odpowiedziałem.
“Cześć?”
Cisza.
Wstałem.
„Kto to jest?”
Nadal nic.
Następnie oddychanie.
Mdleć.
Niepewny.
I na koniec głos starszej kobiety.
„Adrian?”
“Tak.”
„Nie znasz mnie.”
„Kim jesteś?”
„Nazywam się Margaret Shaw.”
Siedząca naprzeciwko mnie Mara zupełnie zamarła.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






