„Już to zrobiłem.”
“I?”
Daniel zawahał się.
„Powiedział, że jeszcze nie.”
Marco wyglądał na zranionego.
Było krótkie.
Potem odzyskałem znaną kontrolę.
„Powiedz mu, że nie może wybierać.”
Daniel zaśmiał się zmęczony.
„Wy dwaj jesteście naprawdę do siebie podobni.”
Prawie zaprotestowałem.
Marco zrobił to pierwszy.
„Nie, nie jesteśmy.”
„Tak” – powiedział Daniel. „Obaj mylicie ochronę ludzi z kontrolowaniem ich”.
Te słowa nas uciszyły.
Ponieważ były prawdziwe.
Spojrzałem przez małe okienko w drzwiach Eleny.
Była obudzona.
Obserwuje mnie.
„Danielu.”
“Tak?”
„Czy ojciec przedstawił mnie Elenie?”
Mój brat przestał oddychać.
Słyszałem to.
Mały haczyk.
Pauza.
„Widziałeś wiadomość.”
„Odpowiedz mi.”
„Nie mogę.”
„Nie mogę czy nie chcę?”
„Nie znam pełnej odpowiedzi.”
„Powiedz mi, co wiesz.”
Daniel westchnął.
„Czy pamiętasz, dlaczego poszedłeś tamtego wieczoru do galerii?”
“Tak.”
“Dlaczego?”
„Miałem spotkać się z Arthurem Bellem.”
“NIE.”
Zmarszczyłem brwi.
“Co?”
„Nie byłeś.”
„Miałem to w kalendarzu”.
“Ja wiem.”
„O czym więc mówisz?”
„Artur był w Londynie”.
Poczułem, jak podłoga pode mną się zatrzęsła.
„Odwołał.”
„Nie. Nigdy nie zaplanował spotkania.”
Nic nie powiedziałem.
Daniel kontynuował.
„Sprawdziłem jego zapisy podróży.”
“Dlaczego?”
„Ponieważ w niebieskim segregatorze ojca była kopia twojego kalendarza”.
Mój puls walił.
„Sprzed pięciu lat?”
“Tak.”
„Po co ojcu mój kalendarz, skoro już nie żyje?”
„Nie zrobił tego.”
Odpowiedź nadeszła cicho.
„Ktoś dodał to do pliku później.”
Spojrzałem na Marca.
“Kto?”
„Nie wiemy.”
„A Elena?”
„Jej kalendarz też tam był”.
Na korytarzu zapadła cisza.
„To niemożliwe.”
„Miała wyjść z pracy o szóstej.”
Przypomniałem sobie.
Powiedziała mi, że została dłużej, bo współpracownik poprosił ją o pomoc przy zamykaniu.
Daniel kontynuował.
„Współpracownik nie pytał.”
Przycisnąłem jedną rękę do ściany.
„Kto to zrobił?”
„Jej przełożony.”
„Jak miał na imię?”
„Peter Vale.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






